Żegnaj, Wieżo Kantonu – Talisca odszedł z Guangzhou FC

Skończyła się trzyletnia przygoda Andersona Taliski z Chinese Super League. Ofensywny pomocnik po pół roku bez gry i niemożliwości powrotu do Chin w najbliższym czasie, zdecydował się odejść do saudyjskiego Al Nassr. I choć fani z Tianhe Stadium na pewno będą bardzo dobrze wspominać początek Brazylijczyka w barwach swojej ukochanej drużyny, tak im dalej w las, tym jego występy były coraz bardziej rozczarowujące.

Na początek wyjaśnijmy przydomek Taliski w Guangzhou FC. Chodzi o grę słów, a dokładniej chińskich znaków. W Państwie Środka Brazylijczyk znany był jako 塔利斯卡 (Tǎlìsīkǎ), a Canton Tower, kolosalna wieża i na dzień dzisiejszy czwarta najwyższa budowla na świecie (604 m), to po mandaryńsku 广州塔 (Guǎngzhōutǎ). Czy ktoś już wie o co chodzi? Brawo! W obydwu słowach występuje znak 塔. Dzięki temu Talisca bardzo szybko zyskał swój oryginalny przydomek.

Canton Tower 2013.11.15 18-12-45.jpg

Talisca trafił do Guangzhou FC w lipcu 2018 na półroczne wypożyczenie z Benfiki do końca rozgrywek ligowych w Chinach. Było to trochę szokiem dla kibiców w Europie, którzy spodziewali się, że Brazylijczyk po bardzo dobrych występach w tureckim Beşiktasie obierze zupełnie przeciwny kierunek i zmierzy się z jakąś topową ligą na Starym Kontynencie. Tak jednak się nie stało i 24-latek wylądował w Państwie Środka.

Zdjęcie

Talisca podbił CSL w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Ba, już w pierwszym swoim meczu zadziwił piłkarskie środowisko w Chinach, ponieważ przywitał się z fanami na Tianhe hattrickiem. W następnej kolejce dorzucił dwa trafienia. W sumie jego licznik zakończył się na 16 trafieniach w 18 spotkaniach. Wspaniała forma Brazylijczyka sprawiła, że Guangzhou wykupiło go już w październiku za 19,2 miliona euro (oprócz 5,8 miliona euro, które zapłaciło za jego wypożyczenie). Kantońska drużyna po raz pierwszy od 2011 roku nie zdobyła mistrzostwa kraju, ale fani cieszyli się ze swojej nowej gwiazdy, licząc na to, że poprowadzi zespół do sukcesów w przyszłości.

Zdjęcie

Nie do końca tak się stało. Wszystko dobre, co Talisca pokazał w Guangzhou FC, miało miejsce w 2018 roku. Sezon 2019 rozpoczął co prawda nie tak źle, ale w 8. kolejce zaczęły się jego problemy fizyczne. Kontuzja wyeliminowała go z gry na niecałe trzy miesiące. Brazylijczyk wrócił do gry na początku sierpnia i był cieniem samego siebie. Fani zaczęli tracić cierpliwość i choć Guangzhou odzyskało tytuł mistrza Chin, Talisca był krytykowany. Szczególnie za swoją bardzo słabą formę podczas decydujących meczach Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Guangzhou odpadło w półfinale z Urawa Red Diamonds, a ofensywny pomocnik z Feira de Santana został uznany największym winnym. Krytykowany Brazylijczyk po porażce ligowej z Henan w październiku 2019 roku nie stawił się na zebraniu zespołu. Krótko po zakończeniu sezonu wyjechał na wakacje do Brazylii i ominął tradycyjną galę rozdania nagród dla najlepszych piłkarzy i trenerów CSL.

Zdjęcie

Zaczęły wychodzić na jaw szczegóły jego rozrywkowego życia. W Kantonie czuł się jak król i mógł robić to co chce. Choć chińskie kluby bardzo dbają o dyscyplinę i nienaganny wizerunek wśród chińskich piłkarzy, obcokrajowcy żyją zwykle na własnych zasadach. I choć jest wielu zawodników o spokojnym charakterze, którzy zabierają do Państwa Środka swoje rodziny, Talisca nie był jednym z nich. Być może dlatego, że był młodszy od wielu gwiazd, które zwykle trafiało do Chin na koniec swojej kariery. Brazylijczyk przyjechał do Kantonu mając zaledwie 24 lata. I o ile wziął ligę z marszu, tak potem problemy fizyczne w połączeniu z nienajlepszym prowadzeniem się nie pomagały jego karierze. Nawet sam Fabio Cannavaro nie gryzł się w język i zdarzało się, że krytykował Taliskę za jego słabą formę.

Zdjęcie

Rok 2020 jaki był, każdy widział. Sezon CSL ruszył z kilkumiesięcznym opóźnieniem, a wielu obcokrajowców miało problemów ze zdobyciem pozwolenia na powrót do Chin. Tak było również w przypadku Taliski, który zdołał wrócić dopiero 30 czerwca, na trzy tygodnie przed rozpoczęciem rozgrywek. Być może ten fakt również przyczynił się do tego, że ofensywny pomocnik był bardzo daleki od swojej najlepszej dyspozycji. Strzelił tylko trzy gole w pierwszej fazie grupowej, a następnie dorzucił kolejne trzy w fazie pucharowej. Zawiódł w decydującym momencie, a więc finale z Jiangsu. Co prawda w rewanżu zagrał całe 90 minut, ale mógł tylko z zazdrością przyglądać się popisom swojego rodaka Alexa Teixeiry. Na koniec była jeszcze Azjatycka Liga Mistrzów, a więc kolejny blamaż Guangzhou, które odpadło już w grupie. Talisca szybko ulotnił się na wakacje i okazało się, że nigdy więcej nie założył już koszulki klubu z Kantonu.

O ile sytuacja w Chinach była już zdecydowanie lepsza w 2021 roku, piłkarze z Brazylii nie byli w stanie otrzymać pozwolenia na powrót i nie mogli przystąpić do pierwszej fazy rozgrywek CSL. Tak było z Renato Augusto, tak było z Paulinho, tak było też z Taliską. I ten trzeci nie wytrzymał już dłużej tego oczekiwania i zdecydował się zaakceptować lukratywną ofertę od saudyjskiego Al Nassr.

Zdjęcie

I jak tu oceniać Taliskę po tych trzech latach w Państwie Środka? Chyba najbardziej adekwatne będzie najpopularniejsze wyrażenie stosowane w polskich barach typu “chińczyk” – pobyt Brazylijczyka w Guangzhou FC był słodko-kwaśny. Z jednej strony dał fanom wiele radości w pierwszym sezonie, ale potem był tylko kwas ze względu na jego kiepską dyspozycję. Czy będziemy tęsknić? Oczywiście, wszak z ligą żegna się kolejna gwiazda. I wszystko wskazuje na to, że nie ostatnia w najbliższych miesiącach.