Powrót do punktu wyjścia. Okno transferowe, które wpędzi ligę chińską w przeciętność

Piękne to było okienko transferowe w Chinach, nie zapomnę go nigdy. I choć brzmi to jak mało zabawny żart, to w rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Liga chińska z okienka na okienko popada w przeciętność i to nie za sprawą wyłącznie słabych transferów do ligi, ale przede wszystkim ze względu na odejście najlepszych piłkarzy lub zawodników najbardziej medialnych, przyciągających uwagę zagranicznego obserwatora. Chinese Super League już nigdy nie będzie taka sama, a kierunkiem bardziej sexy (nienajgorszy poziom, duże pieniądze) dla piłkarzy okazują się kraje Bliskiego Wschodu, Turcja, a to okno pokazało, że nawet Brazylia. Liga chińska pieniądze wydała, poziomu reprezentacji nie podniosła, wypromowała jednego (!!!) piłkarza, który nie przepadł w europejskiej piłce, a teraz wraca z podkulonym ogonem.

Beijing Guoan twarzą degrengolady poziomu sportowego

Masowego odejścia piłkarzy grających w Chinach można się było spodziewać. Nie sądziłem jednak, że ponowny exodus nastąpi ze zdwojoną siłą. Z Chinese Super League odeszły wizytówki tej ligi, piłkarze, z którymi fan chińskiej ligi mógł się bardziej utożsamiać i poczuć na co dzień to, co czują obecnie fani choćby Górnika Zabrze, gdzie światowej klasy piłkarz trafia na – co by nie mówić – peryferia poważnej piłki. I w tym zdaniu nie chodzi o to, aby Ekstraklasie umniejszać, a bardziej podkreślić fakt, że do polskiej ligi piłkarze z niezłą przeszłością jeszcze trafiają, a z Chin odchodzą. I to masowo.

Slaven Bilić rozpoczynając pracę w Chinach miał wachlarz niezłych piłkarzy. Zarówno ci krajowi, którzy są nie tylko ostoją klubu, ale także reprezentacji Chin oraz tych zagranicznych. Problem polega jednak na tym, że z jego zespołem w przeciągu miesiąca (!!!) odeszli wszyscy najważniejsi zawodnicy z wyjątkiem Cedrica Bakambu. Z klubem pożegnał się Renato Augusto, Fernando, Jonathan Viera czy Kim Min-jae. Losy Kongijczyka także nie są przesądzone – okno w teorii jest już zamknięte, ale napastnik może zerwać kontrakt z klubem i dołączyć do innego zespołu jako wolny zawodnik, co zresztą sporo zawodników w tym okienku robiło.

A jak w Beijing Guoan zapełniono te luki? Niezbyt solidnie. Do pekińskiego klubu dołączył bowiem tylko Anderson Silva z portugalskiego Famalicao i Jiang Tao. Z tym drugim wiąże się historia o tyle ciekawa, że Pekińczycy nie przedłużyli z nim kontraktu, piłkarz od stycznia był wolnym zawodnikiem, aby wrócić do klubu z nowym kontraktem. Po prostu Chiny.

Same znajome twarze

W Szanghaju – jeszcze – pozostała jedna z największych legend Chinese Super League – Oscar. O samym Brazylijczyku na pewno powstanie kiedyś artykuł, jednak tutaj nie o nim. Marko Arnautović także pożegnał się z Chinami. Austriak przeniósł się do Bolognii i jedynym plusem tej sytuacji jest to, że szanghajski klub zarobił na tym transferze, bo transfermarkt deklaruje, że Chińczycy otrzymali 3 miliony euro. Do drużyny Ivana Leko trafił z kolei Paulinho, ale nie ten, o którym myślicie, tylko były piłkarz Hebei. Ciekawostką jest jednak to, że za Brazylijczyka Shanghai Port zapłaciło więcej, niż otrzymało za Marko Arnautovicia. Detale.

Największą stratę jakościową tuż obok Beijing Guoan zaliczyło Guangzhou FC. Fabio Cannavaro, trener kantońskiego klubu narzekał niejednokrotnie, że samymi zawodnikami z akademii nie wzmocni drużyny. Toteż z tego powodu Anderson Talisca i Paulinho (tak, ten z Barcelony) odeszli z klubu i trafili do Arabii Saudyjskiej. Obaj nie mogli dostać się do Chin ze względu na obostrzenia na linii Brazylia-Chiny i obaj z klubu odeszli – ten pierwszy za 8 milionów euro, ten drugi jako wolny agent.

Salomon Rondon jest kolejnym zawodnikiem, który Chiny opuścił. Wenezuelczyk trafił do Evertonu, który od pewnego czasu prowadzony jest przez Rafę Beniteza. Obaj panowie spotkali się ze sobą już w Newcastle, potem w Dalian Pro, a obecnie ponownie los połączył ich w innym angielskim klubie. Napastnik był piłkarzem chińskiego klubu, chociaż ostatni sezon spędził w Rosji na wypożyczeniu. O tym, że Rondon mógłby ponownie zagrać w Chinese Super League, nikt nawet nie myślał.

Wśród bardziej medialnych nazwisk należałoby wyróżnić trójkę z Wuhan FC, która także wyjechała z Chin w niemal tym samym momencie. Leo Baptistao, który mimo iż Chin nie zwojował, to był względnie solidnym zawodnikiem w barwach klubu z prowincji Hubei. Brazylijczyk wrócił do ojczyzny, a jego usługami najbardziej zainteresowany był Santos i to właśnie tam swoją karierę Leo będzie kontynuował. Dwóch zawodników, którzy podobnie jak Baptistao mieli historię związaną z hiszpańską ligą, powrócili na półwysep Iberyjski. Zarówno Stephane M’bia jak i Daniel Carrico trafili na zaplecze ligi hiszpańskiej. Kameruńczyk, który w Chinach spędził dobrych kilka lat, wystąpi w barwach Fuenlabrady, z kolei portugalski obrońca będzie grał od tego momentu w Almerii.

Też odeszli

Kierunek brazylijski obrał kolejny z Canarinhos czyli Roger Guedes. Piłkarz, który w Shandong był darzonym ogromnym szacunkiem, trafił do Corinthians całkowicie za darmo. Miejsce pracy zmienili lub zmienią także między innymi Kim Shin-wook (Shanghai Shenhua, obecnie wolny agent), Dyego Sousa (Shenzhen FC, obecnie Almeria), Gustav Svensson (Guangzhou City, obecnie IFK Goeteborg), Adama Diomande (Cangzhou Mighty Lions, obecnie Al-Sailiya), Denis Popović (Qingdao FC, obecnie Anorthosis), Lucas Souza (Changchun Yatai, obecnie APOEL) czy Fredrik Ulvestad (Qingdao FC, obecnie wolny agent).

Czy to koniec? Niekoniecznie. Normą stało się rozwiązywanie kontraktów w Chinese Super League, dlatego jeśli któryś z topowych zawodników dostałby ciekawą ofertę pracy z innego klubu, być może wówczas okaże się, że będziemy mieli do czynienia z kolejnym przedterminowym wygaśnięciem umowy.