Mistrzowski porządek i postęp

Paulinho to jedna z największych gwiazd, jaka biegała po boiskach Chinese Super League. Brazylijczyk jest także zawodnikiem, który mimo iż przyjechał do Chin na zarobek, nie odstaje poziomem i jest wiodącą postacią w swoim zespole. Tacy piłkarze zawsze zasługują na szacunek, przynajmniej w moich oczach. Z tego tytułu w przewodniku “Futbol za Wielkim Murem 2020” postanowiłem przedstawić sylwetkę piłkarza, którego darzę ogromnym szacunkiem.

Od chaosu do porządku

Poszukiwanie własnej drogi życiowej nie jest niczym nagannym. Każdy z nas z dnia na dzień stara się, aby nasza przyszłość była lepsza, łatwiejsza. Do 2013 roku Paulinho także próbował wskoczyć na poziom dobrej, europejskiej piłki, co ostatecznie mu się udało. Początki jednak nie były łatwe. Zanim Brazylijczyk trafił do Tottenhamu Hotspur krzątał się po różnych klubach, z których tym najbardziej znanym dla Polaków był oczywiście Łódzki Klub Sportowy. Zanim jednak urodzony w Sao Paulo piłkarz trafił do Polski, próbował swoich sił w FC Vilnius.

Mało nie brakowało, a Paulinho zakończyłby swoją karierę właśnie po słabych próbach podboju Europy. Rasizm na Litwie, niewywiązywanie się z obietnic danych przez ŁKS, rozczarowanie i depresja niemal doprowadziły do tego, że Paulinho, jakiego znamy dzisiaj, nigdy by w futbolu nie zaistniał. Trudno się dziwić, że 17-letni chłopak wyjeżdżający z kraju, próbujący wybić się na niemal drugim końcu świata, walczący o lepszą przyszłość, spotykający się ze strasznym zjawiskiem, jakim rasizm niewątpliwie jest, popada w stany depresyjne i zastanawia się nad swoją przyszłością i karierą piłkarza. – Kiedy przyjechałem na Litwę, było bardzo przyjemnie. Jednak pewnego dnia podczas spaceru z Rodneyem grupa mężczyzn agresywnie do nas podeszła i zaczęła wydawać dźwięki małp i nas obrażać. Był to pierwszy raz, kiedy zetknąłem się z rasizmem, ale niestety nie ostatni. Ludzie na ulicach z premedytacją wpadali na nas, prowokowali nas. Kibice drużyny przeciwnej również wydawali odgłosy małp i rzucali w nas monetami. To było fatalne uczucie – powiedział Paulinho dla The Players Tribune.

Zraniony mentalnie 19-latek wrócił do Brazylii. Paulinho chciał rzucić futbol, ale nie potrafił nic innego poza graniem w piłkę, choć nieudany start kariery we wschodniej Europie mógł prowadzić do konkluzji, że nie potrafi nawet tego. Zaczął od nowa, a jego była żona uświadomiła go, że odpuszczenie w takim momencie, byłoby okazaniem braku szacunku wobec swoich rodziców. Skoro nie poszło w Europie, to może wyjazd na Stary Kontynent był za szybki?

Przeskok z polskiej Ekstraklasy do czwartej ligi brazylijskiej może być bolesny, jednak Paulinho musiał od czegoś zacząć swoją nową, piłkarską karierę. Rok spędzony w Pão de Açúcari  kolejny w Bragantino były przedsmakiem wielkiej kariery. Po dwóch latach od odbicia się od bram Europy, Paulinho trafił do Corinthians, w którym spędził trzy lata. Gra dla tego zespołu ukształtowała go jako piłkarza, chociaż największy wpływ na tego zawodnika miał obecny selekcjoner Brazylii, ówczesny trener Corinthians – Tite. Pod jego okiem Paulinho stał się jeszcze lepszym zawodnikiem, jednak obu panów łączyła niesamowita więź emocjonalna. Była ona na tyle silna, że po mistrzowskim sezonie z Corinthians w 2011 roku Paulinho odrzucił ofertę z Interu Mediolan. Pozostanie w Brazylii nie wyszło mu na złe, bo w kolejnej kampanii razem z zespołem dorzucił do klubowej gabloty Copa Libertadores i Klubowe Mistrzostwo Świata, zaś sezon później Campeonato Paulista. Świetna postawa zaowocowała transferem do Tottenhamu.

Od stagnacji do postępu

Przygoda z północno-londyńskim klubem nie była usłana różami, chociaż pierwszy sezon mógł dawać nadzieje. Brazylijczyk poza tym, że grał dużo, dostarczał przyzwoite liczby, jednak sezon 2014/2015 był dla niego znacznie gorszy. Zatrudnienie Mauricio Pochettino na trenera Tottenhamu znacznie zmniejszyło jego przydatność dla drużyny. Argentyńczyk – mówiąc dosyć eufemistycznie – nie był fanem talentu pomocnika z Brazylii. Paulinho w sezonie 14/15 grał w Premier League ogony, bo jeśli grał, to średnio około 30 minut, a na prawie połowę spotkań angielskiej ekstraklasy nie został nawet powołany. Sam zawodnik wspominał, że nie miał zatargu z żadnym członkiem sztabu czy prezesem, ale widocznie nie pasował do koncepcji byłego już szkoleniowca Tottenhamu. Irytację sytuacją Brazylijczyka wyrazili także kibice Kogutów, którzy ogłosili Paulinho mianem „najgorszego zawodnika w historii klubu”. Paulinho czuł, że jego kariera wyhamowała, dlatego poprosił o transfer.

– Chiny? Czemu nie! – powiedział Paulinho na wieść o zainteresowaniu jego zakupem przez Guangzhou Evergrande. Brazylijczyk nie bał się podjąć ryzyka gry w lidze w Państwie Środka, mimo że jej poziom odbiega znacznie od standardów europejskich boisk. Gra w wielkim klubie pod okiem swojego rodaka Luiza Felipe Scolariego nie wygląda aż tak źle, jeśli robisz to, co kochasz i czerpiesz z tego radość. Takie hasło przyświecało Paulinho przez następne lata kariery.

Dla wielu Paulinho był już stracony. Wybicie się z powrotem do europejskiego topu  z ligi chińskiej było jak mission impossible, ale – jak pokazała historia – nie dla Paulinho. 31-latek zdobywał kolejne trofea: dwukrotnie mistrzostwo Chin, puchar kraju, dwa superpuchary oraz triumf w Azjatyckiej Lidze Mistrzów, jednak na większości nie robiło to wrażenia – ot, kolejne puchary w niewymagającej lidze. Kariera Paulinho potoczyła sie jednak w taki sposób, o którym wielu grających piłkarzy w egzotycznych ligach marzy. Powołanie do kadry Brazylii. Być może nie byłoby to możliwe, gdyby funkcji selekcjonera Canarinhos nie przejął po Dundze Tite – człowiek, który stworzył Paulinho jako piłkarza, ale także jako człowieka.

Od marzeń do rzeczywistości

Powołanie Paulinho w 2016 roku do reprezentacji to jedno, ale gra na mistrzostwach świata to drugie. Tak jak Paulinho nie marzył o powrocie do reprezentacji grając w Chinach, tak nawet nie śnił o możliwości gry w Barcelonie. Brazylijski pomocnik przyjeżdżając do Barcy z Chin pokazał, że wciąż jest w niezłej dyspozycji. Zagrał w przeciągu roku w aż 49. spotkaniach w koszulce Dumy Katalonii i prezentował poziom wyższy, niż oczekiwano od niego przed sezonem. Jego fani na przydatność Paulinho w katalońskim klubie będą z pewnością (pewnie nieco z przekąsem) wspominać dwa nieudane mecze Blaugrany w tamtym sezonie: porażkę z Romą 0:3 w Lidze Mistrzów oraz jedyną ligową przegraną z Levante 4:5. Co je łączy? Oba starcia Brazylijczyk obejrzał z wysokości ławki rezerwowych.

Po bardzo dobrym sezonie w Barcelonie mogłoby się wydawać, że Brazylijczyk pozostanie w klubie i będzie dalej walczył o podstawowy skład katalońskiego zespołu oraz o miejsce w reprezentacji, jednak jego przyszłość była zaplanowana już przed jego przyjściem. Paulinho wrócił do Chin: najpierw w ramach wypożyczenia, potem jako transfer definitywny.

Nie oceniam, czy Paulinho powrócił do Chin tylko ze względu na pieniądze. To, co mogę ocenić, to jego gra, która w Chinese Super League jest na topowym poziomie. Powiedzieć, że Paulinho jest ważnym ogniwem Guangzhou Evergrande, to nie powiedzieć nic. Dostarczane liczby, wpływ na drużynę, współpraca z Andersonem Taliscą i ciągły upór sprawiają radość zarówno jemu, jak i każdemu widzowi, który może podziwiać jego grę.