Mierzejewski: Jako obcokrajowcy w Chinach czujemy odpowiedzialność za zespół

Adrian Mierzejewski był jednym z bohaterów sezonu 2020 w Chinach. Polski pomocnik czarował swoją grą, zdobywał ważne gole zarówno dla Chongqing Dangdai, jak i Guangzhou R&F. Poniższy wywiad został przeprowadzony przed wylotem zawodnika do Państwa Środka w lipcu i ukazał się po raz pierwszy w “Futbolu za Wielkim Murem”.

Grałeś w Ekstraklasie, Turcji, Arabii Saudyjskiej, Australii i Chinach. W której z tych lig poziom sportowy był najwyższy?

Odpowiem bez zastanowienia, to zdecydowanie liga turecka. Tam gra się najszybciej, a po boiskach biegają najlepsi piłkarze. Miałem przyjemność walczenia o tytuły w Turcji, zająłem raz z Trabzonsporem trzecie miejsce, co dało nam kwalifikację do Ligi Europy, tam mierzyliśmy się na przykład z Lazio czy Juventusem , doszliśmy też do finału Pucharu Turcji, gdzie przegraliśmy z Fenerbahce 0:1. Graliśmy też w fazie grupowej Ligi Mistrzów z Interem, CSKA Moskwa i Lille.

Gdy ja tam grałem, to do innych tureckich zespołów dołączali także Fernando Muslera, Didier Drogba, Wesley Sneijder, Raul Meireles, a do mojej drużyny przeszli Didier Zokora, Mark Janko, a także Jose Bosingwa i Florent Malouda, którzy wygrali z Chelsea Champions League.

Liga turecka zdecydowanie była najtrudniejsza i najszybsza, ciężko było mi się przestawić, mimo że przechodziłem jako najdroższy transfer z Ekstraklasy i uważałem się za piłkarza technicznego. Przez pierwsze dwa, trzy miesiące miałem problem z dostosowaniem się do tego tempa. Z czasem wyglądało to coraz lepiej, zagrałem tam ponad 120 spotkań, strzeliłem około 20 goli i zanotowałem 30 asyst, więc myślę, że ten trzyletni okres był dla mnie udany.

Myślisz, że zmiany zachodzące w chińskim futbolu (limit obcokrajowców, obowiązek gry młodzieżowcem czy tworzenie szkółek piłkarskich) pozwolą w najbliższych latach na zbliżenie się poziomem do ligi australijskiej?

Myślę, że poziom chińskiej jest zbliżony do poziomu ligi australijskiej, być może nawet wyższy, ale podwyższają go zawodnicy zza granicy. Obecność na boisku czterech czy pięciu obcokrajowców, a wśród nich gwiazdy – to musi robić wrażenie. To zawyżanie poziomu widać podczas meczów reprezentacji Chin, która zawsze ma problemy z dostaniem się na duży turniej, ponieważ tamtejsza kadra jest gorsza od australijskiej, koreańskiej czy japońskiej.

W Australii problemem było salary cap i odejścia lepszych zawodników do silniejszych lig, ale ogólnie poziom obydwu rozgrywek jest porównywalny. Miałem przyjemność mierzyć się w barwach Sydney FC z Shanghai Shenhua w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. Co prawda dwukrotnie zremisowaliśmy, ale byliśmy zdecydowanie lepszą drużyną. Nie był to jednak topowy chiński zespół. Myślę, że gdybyśmy mierzyli się z Shanghai SIPG czy Guangzhou Evergrande, to nie mielibyśmy szans.

Drużyny z CSL zawsze wychodzą z grupy w pucharach, a australijskie niestety nie. To jest kwestia transferów i salary cap, dlatego najlepsza chińska drużyna na pewno będzie lepsza od najlepszego zespołu z Australii. Jeśli chodzi o rozwój CSL, to ściąganie obcych piłkarzy i trenerów, budowanie akademii i szkolenie młodzieży są ważne. Na pewno idzie to w dobrym kierunku, zobaczymy tylko kiedy będą tego wszystkiego efekty, bo na owoc takiej pracy z juniorami trzeba czekać latami. Dopiero wtedy okaże się, jak to będzie ostatecznie wyglądało.

Niewątpliwie Chińczycy mają ambicje i chcą dostać się do światowej czołówki. Jest Wu Lei, który co prawda spadł z ligi z Espanyolem, ale udowodnił, że dostanie się do europejskiej piłki nie jest mission impossible. To nie są marzenia, które nigdy się nie spełnią. Trzeba po prostu trenować i ciężko pracować, ale perspektywy są dobre. Widziałem w Changchun Yatai powstałą niedawno nową bazę, w całych Chinach są budowane nowe stadiony. Wśród młodych piłkarzy też jest inne nastawienie, chcą przygotowywać się profesjonalnie do gry i w przyszłości, tak jak głoszą plany, reprezentacja chce pojawić się na Mistrzostwach Świata jako kandydat do walki o medale i mam nadzieję, że im się to uda.

Wielokrotnie w wywiadach poruszałeś temat swojej ewentualnej gry w Ekstraklasie, jednak chciałbym zapytać, czy jest jakakolwiek rzecz lub zapis w kontrakcie, który skłoniłby Cię do powrotu do polskiej ligi kosztem na przykład ofert z Chin czy innych lig egzotycznych? Mówiąc inaczej, jaka jest z Twojej perspektywy przewaga grania w piłkę w Polsce względem innych lig?

Nie, ja mówię od dawna, że nie zamierzam wracać do polskiej ligi. Kilka lat temu był pomysł, żeby przejść do jakiejś drużyny z czołówki, która grałaby w pucharach, ale teraz uważam, że na pewno byłby to błąd. Nie chcę grać w Ekstraklasie i mam nadzieję, że nie będę do tego zmuszony i albo wybiorę inną ofertę, albo zakończę karierę.

Wyjechałem z kraju 10 lat temu i plan mój i mojej rodziny jest taki, żebym pograł jeszcze za granicą. Rocznikowo mam już 34 lata, więc tych ofert może nie jest sporo, ale w styczniu podpisałem nową umowę z Chongqing. Cały czas dostaję jakieś zapytania z klubów z polskiej ligi, ale wszystkim odmawiam, bo powrót do Polski nie jest moim celem.

Ludzie w Polsce często deprecjonują poziom chińskiej ligi i uważają, że transfer do Chin motywowany jest tylko jedną kwestią – pieniędzmi. Jakie są różnice patrząc jedynie na kwestie sportowe pomiędzy Ekstraklasą i Chinese Super League – poza tą najbardziej oczywistą różnicą, czyli poziomem zawodników zagranicznych. Chodzi mi na przykład o tempo gry, poziom rodzimych zawodników, czy różnice w trenowaniu.

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Jest to dość trudne, ponieważ jest to subiektywna ocena. Ja wyjechałem z Polski 10 lat temu, więc warunki bardzo się pozmieniały, nawet jeśli chodzi o mentalne podejście zawodników do piłki, do odżywiania się, dlatego tych różnic jest wiele. Na pewno widać to chociażby w bazach treningowych. Changchun Yatai ma zdecydowanie lepsze centrum treningowe niż mój obecny klub, świetne ośrodki mają także Shandong czy Dalian. To bez wątpienia najlepszy poziom, słyszałem, że sprzęt do treningu i odnowy w Shandong jest taki, jak w Realu Madryt.

Oczywiście są też stadiony, które potrzebują remontu albo w ogóle nowego postawienia, a w Polsce wygląda to na pewno korzystniej i sama liga jest lepiej opakowana. Jeśli chodzi o sam poziom, to tak jak powiedziałeś, różnice robią piłkarze z zagranicy. Gdy jest ich trzech lub czterech na boisku, to czuć różnicę, niż gdy na przykład występuje tylko jeden. Odbija to się na drużynie i tempie gry. W Chinach biega się podobnie, jak w Polsce, dystanse są podobne, gra jest może trochę wolniejsza, ale to też zależy od zespołów, które się ze sobą mierzą.

CSL dale także możliwość trenowania pod okiem najlepszych trenerów, np. Cannavaro i Beniteza, a wcześniej Villasa-Boasa czy Scolariego. W Ekstraklasie zdecydowanie trudniej o takie nazwiska. Nie oceniam, czy same treningi są gorsze czy lepsze, ale bez wątpienia fajnie jest móc zobaczyć jak trenuje się u takich szkoleniowców. Miałem przyjemność rozmawiania bardzo często z Jordim Cruyffem, który może coś wytłumaczyć i dać wskazówki jako były piłkarz z dużym doświadczeniem w najbardziej profesjonalnym futbolu. W Barcelonie widział w akcji Romario, Stoiczkowa, Bakero. Wiadomo też, kim był jego ojciec. To samo tyczy się pracy z Benitezem czy Cannavaro, te różnice widać.

Ale czy jest to na plus czy na minus, to też ciężko mi ocenić, ponieważ nie lubię takich porównań. Często te ligi, w których grałem, były przyrównywane do Ekstraklasy. Zastanawiano się, czy na przykład najlepsza australijska drużyna wygrałaby z Legią czy Lechem, albo brano pod uwagę najsłabsze zespoły. A to moim zdaniem nie określa poziomu rozgrywek.

Który zagraniczny piłkarz Chinese Super League zrobił na Tobie największe wrażenie pod względem czysto sportowym w minionym sezonie?

Tak naprawdę każdy z obcokrajowców coś wnosi do ligi. Hulkowi i Oscarowi w Shanghai SIPG oraz Paulinho i Talisce z Guangzhou Evergrande na pewno jest łatwiej, ponieważ grają w silnych drużynach, które cały czas atakują, mają 70% posiadania piłki, dlatego prościej im zdobywać gole i asystować. Wcześniej podobała mi się gra Alexandre Pato w Tianjin Quanjian, on potrafił robić różnicę, gdy chciało mu się grać, jednak zależało to od dnia. Mierzyłem się z nim jeszcze jako zawodnik Changchun Yatai, Brazylijczyk mocno dał nam się we znaki.

Duet argentyński Lavezzi – Mascherano fajnie współpracował w Hebei CFFC. Co mogę powiedzieć o tym drugim? Widać, że to pan profesor, tracił bardzo mało piłek, ale niestety jego drużyna nie była najmocniejsza, przez co często futbolówka już potem do niego nie trafiała. Bardzo dobrym piłkarzem jest także Yannick Carrasco, wypożyczony obecnie z Dalian Pro do Atletico, ale według mnie drugim najlepszym piłkarzem ligi, zaraz po Paulinho, jest Alex Teixeira. Jego statystyki co sezon wyglądają bardzo okazale, ma dwucyfrową liczbę goli i asyst, jest liderem, który prowadzi grę Jiangsu Suning.

Pozostali zawodnicy również dobrze odnajdują się w tej taktyce, która skupia się na defensywie i szybkich kontratakach, dzięki czemu Teixeira może wykazać się na skrzydle swoją motoryką. Nie sposób wymienić wszystkich, na pewno o kimś nie wspomniałem, ale jeśli miałbym wybrać najlepszą trójkę, to według mnie są to Paulinho, Alex Teixeira i Hulk.

Przed sezonem 2019 do ligi dołączyło kilku dobrych graczy znanych z Europy, m.in. brązowy medalista MŚ Moussa Dembele i najlepszy w historii strzelec Napoli Marek Hamsik. Jednak w porównaniu z Twoimi statystykami, ich wyniki wyglądały bardzo mizernie. Czy powodem ich słabej gry jest trudny proces aklimatyzacji w nowym kraju, czy mogło chodzić o nieprzykładanie się do obowiązków podczas treningów?

Tak szczerze mówiąc, to sam jestem zaskoczony. Dość często porównuję się do zawodników grających na tej samej pozycji co ja, ponieważ są to bohaterowie głośnych transferów, którzy przyszli do CSL za dużo większe pieniądze i zarabiają również znacznie więcej. Mimo tego wcale nie wypadam przy nich źle, a od niektórych mam zdecydowanie lepsze statystyki.

Co do Marka Hamsika, to myślę, że nie chodzi o nieprzykładanie się do treningów, ponieważ sprawdzałem jego liczby po sezonie i okazało się, że Słowak jest zawodnikiem przebiegającym największy dystans w trakcie meczu ze wszystkich obcokrajowców w lidze. To prawda, że niektórzy się tutaj nie odnajdują, ale to jest normalna sytuacja. To jest inny kraj, język, mentalność, odżywianie, podejście do treningów, do życia.

Piłkarze przyjeżdżają do Chin w różnych etapach swojej kariery, na przykład Yannick Carrasco przybył tu w młodym wieku i teraz znów wyjechał do Europy. Z drugiej strony jest Carlos Tevez, najlepszy przykład zawodników, którym się nie chciało i przyjechali tutaj tylko odcinać kupony. Ale są tu też inni, którzy odnieśli sukces: Hulk z Oscarem w SIPG, Paulinho z Taliscą – oni robią różnicę co mecz, dużo biegają, biorą odpowiedzialność za rozgrywanie piłki, a przede wszystkim za wyniki drużyny, dlatego fajnie się na nich patrzy. Siła zespołu, w którym gra obcokrajowiec, też jest bardzo ważna. Dalian Pro to nie jest dobra ekipa, podobnie jak Guangzhou R&F, które traciło niezwykle dużo bramek.

Dembele najczęściej grał w roli środkowego pomocnika, który cofał się po piłkę. Podobnie ustawiony był Hamsik, często dogrywał piłkę do boku do Yannicka Carrasco, który odpowiadał za efektywną grę – drybling, strzały, zejścia do środka, wrzutki. Słowak był bardziej zawodnikiem, który kontrolował to, co działo się na boisku. Jednak jak patrzę na statystyki tych piłkarzy, którzy są lepsi i bardziej znani ode mnie, to jestem zadowolony ze swojego dorobku, bo wiadomo, że moja drużyna również nie należy do ligowej czołówki i takim zawodnikom rozgrywającym nie jest tutaj łatwo o gole i asysty.

Tak jak wcześniej mówiłem, Paulinho i Talisca z Evergrande myślą tylko o ataku, Oscar z SIPG również nie wraca na swoją połowę, a to jeden z niewielu obcokrajowców, którzy zaliczyli ode mnie więcej asyst przy bramkach.

Ostatni mecz oficjalny dla Chongqing rozegrałeś 1 grudnia 2019 roku. Zanim wrócisz do treningów z zespołem, będziesz musiał przejść jeszcze 14-dniową kwarantannę, a rozgrywki ligowe ruszą lada dzień. Jak czujesz się po tak długim rozbracie z piłką, czy jesteś przygotowany do tak krótkiego, ale intensywnego sezonu? Jak wyglądały twoje treningi w Polsce?

Sam jestem ciekaw, jak będzie wyglądała dyspozycja moja i moich kolegów w tym sezonie. Przygotowywałem się z drużyną w styczniu przez dwa tygodnie w mieście Zhuhai, kolejne 14 dni spędziłem na japońskiej Okinawie, potem wróciłem na lekki odpoczynek do Polski, a następnie przez dwa tygodnie trenowałem z drużyną w Dubaju. Od 14 marca byłem z powrotem w Polsce i od tamtej pory trenuję indywidualnie. Nie ma co ukrywać, to bardzo długo. Oczywiście trenowałem praktycznie codziennie, biegałem i chodziłem na siłownię, ale przez pierwsze dwa miesiące były one zamknięte. Miałem też zajęcia indywidualne z piłką, ale bądźmy szczerzy, nie zastąpi to treningów z drużyną, nie grałem też meczów sparingowych, więc ten wysiłek był również zupełnie inny. Dostawałem rozpiski od trenerów, czy to od przygotowania fizycznego z klubu, czy to od swoich personalnych. Wszystko po to, żeby być gotowy.

Jestem ciekawy, jak to wszystko będzie wyglądało, bo tak jak wspomniałeś, miałem dosyć długą przerwę od gry, ponad sześć miesięcy bez żadnego oficjalnego meczu, co zdarza mi się pierwszy raz w karierze. Nie miałem tak nawet przy okazji jakichś urazów. Teraz czekają mnie jeszcze dwa tygodnie surowej kwarantanny w Chinach, podczas której nie będę mógł nawet wychodzić z pokoju. Pozostają mi jedynie ćwiczenia indywidualne. Podejrzewam, że klub będzie oczekiwał od nas, że będziemy do dyspozycji jak najszybciej. Na pewno na pierwszy mecz nie dam rady zdążyć. Potem przed nami dwa intensywne miesiące z graniem co cztery dni. Zobaczymy, czy organizm to wytrzyma. Będzie to dla nas próba, bo okaże się, kto trenował w jakim tempie, słabsi będą pewnie odpadać. Trzeba będzie uważać na kontuzje i urazy. Tak jak mówiłem, trenowałem na siłowni, biegałem, starałem się urozmaicać ćwiczenia, ale cztery miesiące pracy indywidualnej to naprawdę kawał czasu. W niedzielę (12.07) mam w planach wylot do Chin, dwa tygodnie kwarantanny, a potem chcę jak najszybciej wrócić do optymalnej dyspozycji.

Augusto Fernandez (były gracz Beijing Renhe) powiedział, że dla chińskich zawodników obcokrajowcy są wzorami do naśladowania i często są proszeni przez nich o wskazówki. Czy ty sam również coś takiego odczułeś? Widać szacunek Chińczyków wobec piłkarzy zza granicy?

Zgodzę się z Fernandezem, odczułem to zarówno w Changchun Yatai jak i Chongqing Dangdai. Chińczycy, a w szczególności młodsi zawodnicy, podpatrują to, co robimy przed treningami, w trakcie, ale także i po nich. Zwracają uwagę na to, jak uderzamy piłkę, często też podchodzą i pytają się o radę. Staram się udzielać wskazówek juniorom, jak powinni zachowywać się na boisku, jak powinni się poruszać i o wszystkim innym, co może im pomóc. Czy oni biorą to do siebie? Ciężko mi powiedzieć, ale na pewno nie miałem z nimi żadnych konfliktów czy spięć.

My, obcokrajowcy, jesteśmy w klubie szanowani za naszą postawę na boisku i poza nim, ponieważ nie stwarzamy żadnych problemów. Dajemy z siebie wszystko, przyjeżdżamy pierwsi na treningi i ostatni z nich wychodzimy, dlatego niektórzy Chińczycy, szczególnie ci bardziej ambitni, starają się dotrzymać nam kroku i przyjeżdżają z nami wcześniej, podpytują czy mogą dołączyć do jakiejś gierki czy zabawy z piłką. Widać to także przy treningach rzutów wolnych, gdzie część z nich podpatruje jak strzelam, by wiedzieć jak najlepiej uderzyć futbolówkę.

Gdy mamy zebrania rady drużyny, której członkami są również obcokrajowcy, Chińczycy pytają nas, co sądzimy na jakiś temat, co byśmy chcieli zmienić, dlatego te nasze relacje są bardzo fajne, nigdy nie mieliśmy żadnych problemów ze sobą. Dzięki temu mamy też taką motywację do większej pracy, czujemy odpowiedzialność za zespół i za młodych zawodników, których poniekąd wychowujemy. Musimy być dla nich wzorem profesjonalizmu w stu procentach.

Jak wygląda chińska szatnia od środka? Jakie są niepopularne zwyczaje w szatni, jaka słuchana jest muzyka, czy były jakieś zabawne anegdoty? Jakie są różnicę pomiędzy poprzednimi szatniami, w których byłeś i co Cię zaskoczyło?

Tutaj nie ma za bardzo wielu różnic i nietypowych sytuacji. Są tu raczej takie relacje typu „Cześć, co słychać?”. Potem się po prostu przebieramy i idziemy na trening. My w Chongqing nie mamy jakiejś bardzo dużej bazy, dlatego często mijamy się z niektórymi zawodnikami, a po zajęciach zostajemy na odnowę, wskakujemy do zimnej wody.

Jeśli chodzi o muzykę, to jest za nią odpowiedzialny Brazylijczyk Alan Kardec, który gra tutaj już od czterech lat, dlatego on jest w tej kwestii szefem. Chińczykom też to odpowiada. Czy to przed treningami, czy przed meczami, leci muzyka znana z Eski czy MTV, czasem są to brazylijskie rytmy, znacznie rzadziej chińskie piosenki.

Podczas Twojego pobytu w Chinach do Europy wyjechał Wu Lei, który przez Tomka Ćwiąkałę został okrzyknięty – zresztą całkiem słusznie – jedynym Chińczykiem w poważnej piłce. Widzisz szanse dla jakichkolwiek chińskich zawodników na podążanie śladami napastnika Espanyolu?

Tak jak mówiłem we wcześniejszych wywiadach, to fajnie, że jest ktoś, kto pokazał, że można wyjechać do lepszej ligi w Europie i sobie tam poradzić, strzelać tam bramki i być wiodącą postacią. Pokazuje tym kierunek swoim młodszym kolegom. Myślę, że z czasem będzie coraz więcej takich przypadków. Wielu młodych Chińczyków wyjeżdżało już do Portugalii czy Hiszpanii i trenowało w rezerwach klubów, tam się przeszkoliło i po powrocie do ojczyzny widać było u nich inną mentalność, przygotowanie taktyczne i techniczne. Są to na pewno zdecydowanie lepsi zawodnicy i myślę, że to będzie taki kierunek, żeby juniorzy z Chin wyjeżdżali i uczyli się.

Wu Lei jest tutaj świetnym przykładem. Mam nadzieję, że po spadku Espanyolu trafi gdzieś do Premier League czy innej silnej ligi, ponieważ Chińczycy potrzebują kogoś takiego. Tak jak kiedyś koszykarz Yao Ming, który rozkochał swój naród w jego dyscyplinie sportowej, tak z piłką powinno być podobnie. Kibice piłkarscy mają Wu Leia i śledzą jego zmagania w Europie, a najmłodsi piłkarze chcą być w przyszłości takimi jak on.

W Polsce też tak jest, że Robert Lewandowski jest największą gwiazdą. Co prawda mamy też innych świetnych piłkarzy jak Zieliński, Milik, Szczęsny, ale każdy w wieku 10-14 lat chce zostać właśnie Lewandowskim.

Miałeś okazję pracować z Jordim Cruyffem w Chongqing. Czy syn słynnego Johana opowiadał wam czasem o swoim ojcu? Jak wyglądała jego komunikacja z zawodnikami z Chin, a jak z zawodnikami z zagranicy?

Mogę się o nim wypowiadać tylko pozytywnie, ponieważ jest to bardzo dobry trener i niezwykle miły człowiek, który jest zawsze skory do pomocy. Może nie opowiadał o swoim tacie, ale przekazał mi bardzo wiele uwag o piłce. Mówił o tym, jak pracowało mu się w innych klubach, z innymi zawodnikami. Wciąż mam z nim dobre relacje, piszemy razem na Instagramie i pytamy się nawzajem, co słychać. Niedawno przejął reprezentację Ekwadoru i również o tym z nim rozmawiałem, on z kolei jest ciekawy, co dzieje się w Chongqing. To osoba z dużym poczuciem humoru, więc czasem zamieszcza też śmieszne komentarze pod zdjęciami. Jest bardzo w porządku, nie ma wybujałego ego i nie uważa się za lepszego od innych dlatego, że jest synem Johana Cruyffa i grał w Barcelonie, Manchesterze United czy reprezentacji Holandii.
Często opowiadał o tym, jak to wszystko wygląda na Camp Nou i jak się żyje w Katalonii. To dlatego, że on sam o sobie mówi, że jest Holendrem, ale czuje się też Katalończykiem. Podczas jego pracy w Chongqing wszyscy obcokrajowcy i Chińczycy mieli z nim dobry kontakt. Robił nam długie odprawy, byliśmy zawsze dobrze przygotowani, czasem po treningach wychodziliśmy także na wspólne obiady. Do Jordiego czasem przyjeżdżały też jego dzieci, jego syn przychodził do nas na treningi i razem kopaliśmy piłkę. Muszę mu również podziękować, ponieważ to właśnie Cruyff ściągnął mnie do Chongqing półtora roku temu, postawił na mnie i nasza współpraca wyglądała fajnie. Szkoda, że nie przedłużył kontraktu, ale takie jest życie i być może kiedyś się jeszcze spotkamy.

Odion Ighalo i Yannick Carrasco to ostatnie przykłady zawodników, którzy z powodzeniem wrócili z Chin do Europy i wciąż pokazują wysoki poziom. Wcześniej zrobili to m.in. Paulinho, Axel Witsel i Gervinho. Czy według ciebie dobry zawodnik po kilku latach spędzonych w egzotycznej lidze wciąż może dać wiele na boiskach topowych lig w Europie?

Już w samym pytaniu jest odpowiedź – oczywiście się z tym zgadzam. Nie ma tutaj znaczenia, kto i jak długo grał poza pięcioma najlepszymi ligami w Europie, ponieważ jeśli się umie grać w piłkę, to można sobie poradzić wszędzie. Jeśli piłkarz gra przez rok czy dłużej w słabszej lidze, to nie zapomina jak się gra w piłkę i nie traci swoich umiejętności. Tak jak wspomniałeś, było już wielu takich zawodników: Witsel, Gervinho, Paulinho, Pato. Teraz Carrasco wrócił do Atletico i Ighalo przeszedł do Manchesteru United.

Polacy często komentują, że jakaś liga jest słaba, na pewno słabsza od Ekstraklasy. Ktoś odchodzi do Kazachstanu czy do Chin, a potem okazuje się, że silne kluby ściągają stamtąd zawodników, bo się nie obawiają o ich jakość, więc to chyba nie my jesteśmy najmądrzejsi, tylko dyrektorzy tych drużyn. Manchester mógł ściągnąć prawie każdego napastnika na świecie, a jednak wybrał na wypożyczenie Ighalo. Teraz zostało ono przedłużone, bo Nigeryjczyk okazał się wartościowym piłkarzem. Atletico, które również jest bogate, ściągnęło z Chin Carrasco. Borussia Dortmund, w której skauting i wynajdywanie talentów działają doskonale, kupiła Witsela, który grał w CSL dwa lata. Belg przyjechał do Niemiec i z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem, który był w czołówce Bundesligi pod względem celności podań na połowie przeciwnika. Piłkarze z Chin przylatują także na zgrupowania reprezentacji swoich krajów. Hulk i Oscar grali w eliminacjach Mistrzostw Świata, a Renato Augusto na nie pojechał i strzelił tam gola. Wielu dobrych piłkarzy wyjeżdża do Chin, gra tam z powodzeniem lub nie, ale na pewno nie zapomina swoich umiejętności i to, że po powrocie do Europy dobrze sobie radzą, pokazuje dobrze, że CSL nie jest słaba.