Li Tie – osąd bohatera

Praca w reprezentacji narodowej nie jest taka łatwa. Piłkarze rzadko trenują pod Twoim okiem, nie ma zbyt wiele czasu na wyćwiczenie schematów, a dodatkowo zawodnicy muszą dojeżdżać na zgrupowania z odległych krajów. Takich problemów nie ma jednak Li Tie, czyli selekcjoner reprezentacji Chin, ale mimo to jego ekipa po prostu nie progresuje, a co za tym idzie – nie punktuje w meczach eliminacyjnych. Dokładnie za rok ruszają mistrzostwa świata w Katarze, które najpewniej odbędą się bez udziału Chińczyków. Czy to wina Li Tie? A być może chińska kadra jest nie do naprawienia?

Początkowy obraz pracy trenera Li Tie mógł być nieco rozmazany – Chińczyk doprowadził swój kraj do awansu do kolejnej rundy eliminacyjnej, wygrał wszystkie mecze, nawet z tymi rywalami, z którymi jego poprzednik, Marcello Lippi miał problemy, czyli mecze z Syrią i Filipinami. Były piłkarz Evertonu wyciągnął maksa i wszystko wydawało się być okej, aż do momentu, kiedy przyszło się mierzyć ze znacznie silniejszymi rywalami. Wtedy okazało się, że pomysłu na grę reprezentacji nie widać – ani z najsilniejszymi rywalami, ani z tym słabszymi.

Styl, a raczej jego brak

Chińska liga bywa toporna, nawet z tym nie handluję. Nie zmienia to jednak faktu, że w reprezentacji grają najlepsi z najlepszych – ci, którzy w lidze w sposób mniej lub bardziej wymiatają, w kadrze są niewidoczni lub grają w sposób, który zakrawa o sabotaż. Najbardziej zaangażowany i widoczny jest najlepszy piłkarz reprezentacji Chin, czyli Wu Lei. Niech Was nie zmylą oceny z gry FIFA 22 – napastnik Espanyolu nawet jak nie gra w katalońskim klubie, to na kadrę przyjeżdża w znacznie lepszej formie, niż chociażby naturalizowani piłkarze reprezentujący Państwo Środka. To właśnie napastnicy urodzeni w Brazylii powinni nadawać tempo, styl i organizować grę Smoków – tak się jednak nie dzieje. Widząc, jak beznadziejnie wyglądał w ostatnich meczach środek pola kadry narodowej, A Lan, Luo Guofu czy Ai Kesen powinni wziąć na siebie ciężar gry. No dobra, a co z Wu Leiem? No i tutaj jest problem, bo Chińczyk próbowany jest przez selekcjonera na różnych pozycjach – albo gra na dziewiątce, albo jest drugim napastnikiem, albo wciela się w rolę skrzydłowego z zadaniami defensywnymi.

Pomocnicy, których mimochodem wywołałem we wcześniejszym akapicie, nie istnieją. Kibice mają już dość Zhang Xizhe, dlatego Li Tie próbował nowego duetu pomocników – doświadczonego Wu Xi i debiutującego Xu Xin. Problem w tym, że jest to duet mocno defensywny, a sam Xu Xin nie ma międzynarodowego doświadczenia (chodzi o samą kadrę; Xu Xin grał w młodzieżówkach Atletico Madryt i zdobył choćby trzy mistrzostwa z Guangzhou Evergrande). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ów debiutant zaliczył swój pierwszy występ w wieku 27 lat, 6 miesięcy i 23 dni. Czemu nie postawiono na jeszcze młodszych? I to jest właśnie przytyk numer dwa…

Młodzi i gniewni, bo niepowołani

Skoro Li Tie jest wyborem na lata, to także na lata powinien budować kadrę narodową. Czy tak się dzieje? Cytując klasyka – no tak średnio bym powiedział, tak średnio. Reprezentacja Chin robi się powoli domem starców, ponieważ jeśli spojrzymy na wiek trzech najmłodszych powołanych na mecze z Australią i Omanem, to okazuje się, że mają oni kolejno 21, 24 i 26 lat. Ten najmłodszy, czyli Zhu Chenjie, całkowicie się broni, bo jest to jeden z najbardziej obiecujących chińskich obrońców, a Li Tie postanowił stawiać na niego w meczach eliminacyjnych. Defensor Shanghai Shenhua zagrał po 90 minut z Australią, Omanem (zaliczył asystę), Arabią Saudyjską, a z Japonią wszedł w 6. minucie za kontuzjowanego Zhang Linpenga.

Drugi w kolejności pod względem wieku jest Zhang Yuning. Napastnik zagrał w niepełnym wymiarze czasu z Australią (oba mecze; wszedł za kontuzjowanego Wu Leia w końcówce drugiego meczu), Arabią Saudyjską i Wietnamem (strzelił gola). W pełni rozegrał spotkanie z Omanem, zaś w starciu z Japonią nie wstał z ławki rezerwowych. Jeśli chodzi o przyszłość chińskiej piłki to tylko tyle. Nie ma piłkarzy, którzy mogliby uczyć się międzynarodowej piłki od najlepszych piłkarzy w kraju, podpatrywać Wu Leia czy czerpać dobrych nawyków od naturalizowanych piłkarzy. Wśród czterech bramkarzy powołanych do kadry najmłodszy ma 30 lat, zaś najmłodszy pomocnik 27 lat. Średnia wieku wszystkich piłkarzy jest pewnie jedną z wyższych wśród wszystkich reprezentacji narodowych w Azji, a wynik ten mocno podwyższają także naturalizowani piłkarze, którzy praktycznie nie wpływają na poziom gry kadry, a zabierają miejsce w składzie czy na liście powołanych rodowitym Chińczykom, którzy mają być gwarantem sukcesu w kolejnych eliminacjach.

No to kto za Li Tie?

W Chinach próbowano już chyba wszystkiego – na ławce trenerskiej byli zagraniczni trenerzy, ale także krajowi. Byli bardziej znani i mniej znani. Byli tacy, którzy karierę trenerską zaczynali i tacy, którzy karierę w Chinach kończyli. Próbowano Chińczyków, Niemca, Anglika, Holendra, Jugola, Serba, Hiszpana, Francuza i dwóch Włochów i efekt za każdym razem taki sam – w mniejszym lub większym stopniu dramat. Chińczycy nigdy nie wygrali Pucharu Azji (dwa razy srebro i dwa razy brąz) i tylko raz w historii pojechali na mistrzostwa świata (w 2002 roku, kiedy były dwa sloty azjatyckie “więcej” ze względu na bezpośredni awans Japończyków i Koreańczyków), a jak już się tam dostali, to byli drugą najgorszą kadrą na turnieju.

Chińczycy pewnie sporo by dali, żeby pojechać na mundial i nawet się zbłaźnić, ale tam być, pokazać się, udowodnić sobie, że piłka chińska zmierza w kierunku naprzód – powoli, ale zmierza. Tymczasem za największy sukces tych eliminacji można uznać remis z Australią albo heroiczne (ironia alert) zwycięstwo z Wietnamem. Tylko czy ktokolwiek inny dźwignąłby tę kadrę?

Li Tie miał masę czasu na treningi, opracowanie schematów i wszystko to jak krew w piach. W przeciwieństwie do innych reprezentacji, on swoich piłkarzy miał praktycznie na codzień, a wyniki jakie są każdy widzi. Czy postawienie teraz na Li Xiaopenga czy Wang Baoshana, o których mówiło się w kontekście objęcia kadry w 2019 roku, byłoby dobrym wyborem? Śmiem wątpić. Ryzykowanie teraz z zagranicznym selekcjonerem, który byłby dla piłkarzy jak Lippi czy Cannavaro, także jest objęte sporą dozą niepewności. Bariera językowa w przypadku wielu zagranicznych trenerów pracujących w Chinach może być kluczowa w meczach o najwyższą stawkę. Skoro w kontekście reprezentacji Polski obawiano się o to, czy piłkarze zrozumieją Paulo Sousę, to jak porównać to do reprezentacji Chin, w której – poza Wu Leiem i piłkarzami naturalizowanymi – większość piłkarzy nie grała poza Chinami, a język angielski jest dla nich po prostu utrudnieniem, a nie narzędziem pracy.

Czy tego chcemy czy nie, Li Tie zostanie na stanowisku – chce tego sam zainteresowany, chce tego prezes, a kibice? Nie chcą, ale nie mają nic do powiedzenia.