EZ7 – licencja na strzelanie

Tekst o Eranie Zahavim pochodzi z przewodnika “Futbol za Wielkim Murem 2020”. Fantastyczny napastnik z Izraela cieszył oczy kibiców w CSL przez niecałe pięć lat, a we wrześniu ubiegłego roku zdecydował się na przejście do PSV Eindhoven. Warto przypomnieć sylwetkę zawodnika, który na zawsze pozostanie w sercach fanów z niebieskiej części Kantonu.

Początek czerwca 2019 roku. Zbliża się mecz eliminacji do Mistrzostw Europy 2020. Do Warszawy zaczynają docierać legendy z dalekich Chin. Bohaterami są bramkarze z Szanghaju, Pekinu, Nankinu i kilku innych miast. Wszystkie opowiadania mają zawsze ten sam przebieg zdarzeń. Każdego z golkiperów nawiedza uosobienie ich najgorszych koszmarów. Tajemniczy zabójca, który przybył do Państwa Środka z Izraela. Przyjeżdża na stadion, cierpliwie czeka na okazję i z zimną krwią wykonuje swoją pracę. Bez żadnych emocji opuszcza miejsce zbrodni i rusza dalej w kraj szukać kolejnych ofiar. Od czasu do czasu przyjeżdża także do Europy, by spędzać sen z powiek trenerom tutejszych reprezentacji. Tym razem, podczas meczu Polska – Izrael, jego broń się zacięła. Możliwe wyjaśnienia są dwa: albo stało się to przez kunszt Jerzego Brzęczka, albo był to po prostu wypadek przy pracy (niech każdy odpowie na to sobie sam).

Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby i uśmiechnięci ludzie
Po meczu Polski z Izraelem nie mogłem przegapić okazji, by zrobić sobie zdjęcia z bohaterem tego artykułu

Jak pewnie już się domyśliliście, tym człowiekiem jest Eran Zahavi. Oczywiście ten wstęp jest odpowiednio podkoloryzowany, jednak osiągnięcia strzeleckie napastnika Guangzhou R&F w ostatnich kilku latach są po prostu wybitne. Ale zanim do nich dojdziemy, warto prześledzić w jaki sposób Izraelczyk trafił do Chin. 

Urodził się w Rishon LeZion, czwartym największym mieście Izraela. Już w wieku sześciu lat dołączył do szkółki piłkarskiej Hapoelu Tel Aviv. W 2003 roku na dwa lata wrócił do swojego rodzinnego miasta i trenował w klubie Ironi Rishon. Ponownie zgłosił się po niego Hapoel i po kilku miesiącach spędzonych w drużynie młodzieżowej, młody Zahavi został awansowany do pierwszej ekipy. Debiutancki sezon okazał się dla niego bardzo udany, bowiem „Czerwone demony” wygrały ligę oraz puchar. Co ciekawe, w okresie gry dla tej drużyny Eran nie był jeszcze tak wytrawnym goleadorem, zamiast tego został najlepszym asystentem Israeli Premier League 2010/2011. To był dobry moment, na wyjazd do Europy.

Po Izraelczyka zgłosiło się Palermo, które szukało wzmocnień po odejściu Javiera Pastore do PSG. Zahavi nie kosztował dużo (1,7 miliona euro), dlatego nie ciążyła na nim duża presja. Mimo to nie za bardzo odnalazł się na Półwyspie Apenińskim i w sumie w 23 ligowych meczach zdobył jedynie dwa gole. Jednym z powodów były kontuzje, przez które stracił w sumie pięć miesięcy gry. W grudniu 2012 roku podjął decyzję o powrocie do ojczyzny, tym razem do lokalnego rywala Hapoelu – Maccabi Tel Aviv.

Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Co prawda jeszcze w pierwszym sezonie jego dorobek bramkowy nie był tak okazały, jednak od rozgrywek 2013/14 Zahavi odpalił na dobre. Trzy razy z rzędu został królem strzelców ligi, zdobywając odpowiednio 29, 27 i 35 bramek. Ten ostatni wynik jest szczególnie wyjątkowy, ponieważ napastnik Maccabi pobił rekord Nissima Elmaliacha z sezonu 1954/1955. 

I tak trafiamy na moment, kiedy Eran wyjechał do Chin. W lipcu 2016 roku skusił się na ofertę od Guangzhou R&F, które zaoferowało mu około 11 milionów euro za 2,5 sezonu. Pierwszą ofiarą Zahaviego okazał się Zhen Guan z Shijiazhuang Ever Bright. Izraelczyk zadebiutował w CSL w 60 minucie meczu, a 15 minut później zdobył swoją premierową bramkę. 11 dni później napastnik ponownie zaczął spotkanie na ławce rezerwowych, a gdy wszedł na boisko… strzelił hat-tricka. Jego popisy zrobiły tak duże wrażenie, że po kilku tygodniach zyskał przydomek „Króla Yuexiushan” (Yuexiushan to nazwa stadionu Guangzhou R&F). Nie ma co się dziwić, że po Zahaviego zgłosiły się mocniejsze kluby. Shandong Luneng oferowało za niego 20, a Shanghai Shenhua 25 milionów euro. Klub z Kantonu postanowił działać i podpisał z nim nową umowę, według której miał zarabiać 6,5 miliona euro za sezon. 

2017 rok był prawdziwym popisem bestii z Rishon LeZion. Zagrał od deski do deski we wszystkich meczach ligowych dla Guangzhou R&F. Pięciokrotnie zdobywał dublet, a raz udało mu się strzelić 4 gole w meczu z Yanbian Funde. Ostatecznie jego licznik zatrzymał się na 27 trafieniach – o jedno mniej od rekordu Elkesona z sezonu 2014. Zahavi zachwycał całą CSL, czego dowodem było przyznanie mu tytułu najlepszego gracza roku. To przede wszystkim dzięki niemu klub z Kantonu zajął wysokie piąte miejsce. Podopiecznym Dragana Stojkovicia zabrakło dwóch punktów do podium i awansu do Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Popisy izraelskiego napastnika okazały się niewystarczające, ponieważ kompletnie zawiodła defensywa, która od kilku lat jest największym mankamentem R&F. Niebieskie Lwy straciły w tamtym sezonie 46 goli, co okazało się piątym najgorszym wynikiem w całych rozgrywkach. Być może to był dobry moment, żeby Zahavi pomyślał sobie: „Aha, ta drużyna więcej nie osiągnie, czas na przeprowadzkę”. Stało się wręcz odwrotnie, ponieważ wychowanek Hapoelu Tel Aviv po raz kolejny przedłużył umowę, w ramach której jego pensja wzrosła do 9 milionów euro za rok.

Z biegiem czasu trzeba uznać tę decyzję za błąd. Sezon 2017 był szczytem możliwości Kantończyków, którzy w kolejnych latach znacznie obniżyli loty i nie byli w stanie nawiązać do dobrych wyników. Tylko jeden człowiek zdołał zachować formę z poprzednich rozgrywek i dźwigał na swoich barkach cały zespół. Był nim oczywiście Eran Zahavi, jak samotny strzelec, wciąż pokonywał bramkarzy rywali, mimo że jego drużyna traciła gole na potęgę. Początek był znakomity, bowiem na inaugurację R&F w derbach Kantonu pokonało Evergrande 5:4, a hat-tricka zdobył właśnie Izraelczyk. Potem było już niestety gorzej, przytrafiły się takie wyniki, jak 2:5 z Shanghai SIPG i 2:6 z Tianjin Quanjian. Ostatecznie Zahavi zakończył sezon z 20 golami, ustępując w klasyfikacji strzelców Odionowi Ighalo i Wu Leiowi. 

Eran Zahavi ze swoim pierwszym tytułem króla strzelców CSL w 2017 roku

Kwintesencją paradoksu R&F był ostatni rok, w którym różnica między atakiem i obroną zespołu była kolosalna. Zahavi, wspomagany swoim rodakiem Dia Sabą, pobił wreszcie rekord Elkesona i zdobył aż 29 ligowych trafień. Saba dorzucił 13 bramek, jednak mimo to Kantończycy skończyli sezon z bilansem goli -18. Przykro było patrzeć, jak wysiłek super strzelca idzie na marne (Zahavi potrafił w pięciu kolejnych meczach zdobyć 11 bramek!). 

Pisząc o Izraelczyku czuję niedosyt, że nie zdecydował się wykonać kroku naprzód. W momencie wygaśnięcia kontraktu z Guangzhou R&F (grudzień 2020) będzie miał 33 lata i nie wiadomo, czy zdecyduje się na pozostanie w CSL. A mógł osiągnąć w Chinach znacznie więcej, gdyby tylko zdecydował się odejść do Shandong Luneng lub Shanghai Shenhua. Czasu się jednak nie cofnie. Tak samo jak nikt nie zabierze mu tego, co dokonał. Przez 3,5 roku gry w Kantonie strzelił 87 goli w 99 ligowych meczach. Wyrobił sobie opinię bezlitosnego kilera, który odbiera radość ze stania na bramce golkiperom w całych Chinach. Doskonałe wykończenie, w połączeniu z bardzo dobrą techniką i przeglądem pola – to znaki rozpoznawalne Zahaviego. Według mnie należy stawiać go na podium najlepszych obcokrajowców, którzy występowali na chińskiej ziemi. A warto pamiętać, że Izraelczyk nie powiedział ostatniego słowa i w tym sezonie wciąż będzie budował swoją legendę.

Najładniejsza bramka Zahaviego w Chinach