Dajcie nam powód, by wierzyć

Reprezentacja Chin rozpocznie w czwartek trzecią rundę eliminacji do mistrzostw świata w Katarze. Wyzwanie przed podopiecznymi Li Tie jest ogromne, ale piłka nożna w Państwie Środka, być może bardziej niż w ostatnich kilkunastu latach, potrzebuje sukcesu. Czas wykonać pierwszy krok.

RIP CSL

Plantator, który do tej pory odnosił co jakiś czas sukcesy na lokalnych targach kwiatów w swojej wiosce, zamarzył sobie konkurować z najlepszymi hodowcami w mieście. Pieniądze miał, być może nawet większe niż oni. Miał też żyzną glebę i swoje własne sadzonki, które przy odpowiednim pielęgnowaniu, mogły dać piękne kwiaty, które potem startowałyby w konkursach. I choć starał się je hodować, to oprócz nich zaczął sprowadzać sadzonki z zagranicy. Były drogie w utrzymaniu i dość kapryśne. Niektóre z nich co prawda szybko się przyjmowały w nowej ziemi, ale większość z nich sprawiała problemy i szybko trzeba było je wyrzucać. Co gorsza, zajmowały też miejsce innym sadzonkom, które nie mogły się przy nich wybić. Plantator próbował kolejnych obcych odmian, wydawał na nie coraz więcej pieniędzy. Kupował kolejne nawozy, różne specyfiki, które miały przynieść błyskawiczne efekty. Niestety, bardzo często zmieniał zdanie i wpadał na nowe pomysły. Nie potrafił trzymać się jednej myśli, przez co jego plantacja nie miała szansy spokojnie się rozwijać. Wszystkiego było za dużo i rośliny zaczęły gnić. Zamiast zwycięstwa w konkursie w mieście, plantator zaczął tracić swoją pozycję nawet na własnym podwórku. Z pomysłu, na który wpadł 10 lat temu, pozostała rozdziabana ziemia. I choć wciąż ma ona w sobie wiele żyzności, to plantator stoi nad nią i zastanawia się, co dalej począć.

Ostatnia nadzieja

Jego ostatnią nadzieją jest konkurs międzynarodowy. Jednak nie każdy może się tam dostać, ponieważ miejsca są tylko 32. Co gorsza, jego region otrzymał tylko pięć wejściówek, o które będą bić się najlepsi plantatorzy. I choć udało mu się pokonać już kilku w pierwszej rundzie, to w grze została elita. Kilku rywali regularnie dostaje się na konkurs międzynarodowy. Nasz plantator co prawda raz dostał się na imprezę, ale było to 20 lat temu, dlatego musiał wyhodować zupełnie nowe rośliny. Starannie wyselekcjonował 23 kwiaty, które zabrał ze sobą na trzecią fazę eliminacji. Były to kwiaty, które od dawna rosły w jego ogrodzie, były dojrzałe i dały mu już sukcesy na lokalnych targach. Jest wśród nich kilka roślin, które kupił kilka lat temu za granicą i od tej pory rozwijały się na jego ziemi. Zabrakło za to młodych sadzonek, które nie zdążyły wzrosnąć na czas i uzyskać odpowiednich kształtów. Postanowił zabrać te starsze, dla których to pewnie ostatnia szansa pokazać się na międzynarodowym konkursie.

Trzecia runda eliminacji do mistrzostw świata rozpoczyna się dla Chińczyków w katarskiej Dosze, gdzie już za dwa dni zmierzą się oni z Australią. O dziwo, Smoki mają ciut lepszy bilans meczów bezpośrednich z Kangurami, (osiem zwycięstw, dwa remisy, siedem porażek), ale jeśli przyjrzymy się bliżej, to zobaczymy, że Chińczycy nabili najwięcej wygranych w latach 20. i 30. Ostatnie zwycięstwo Państwo Środka zanotowało w 2013 roku, a potem obydwie reprezentacje mierzyły się ze sobą jeszcze raz. Górą byli Australijczycy, którzy wygrali 2:0.

Chiny i Australię dzieli w rankingu FIFA 36 miejsc. Oczywiście na korzyść Kangurów. To Australijczycy meldowali się na ostatnich czterech mundialach z rzędu, to oni grali w finale Pucharu Azji w 2011 roku, a cztery lata później w nim triumfowali. Choć w zespole Grahama Arnolda nie ma już takich gwiazd jak Mark Viduka, Harry Kewell czy Tim Cahill, to wciąż jest to zespół, którego prawie wszyscy przedstawiciele grają poza krajem. W Chinach jest jeden taki piłkarz – Wu Lei.

Australia ma na swoim koncie passę ośmiu zwycięstw z rzędu z bilansem bramek 28:2. To musi robić wrażenie, ale trzeba też pamiętać, że Kangury nie miały bardzo wymagającej grupy w drugiej rundzie eliminacji. 20 goli nabiły tylko w czterech meczach z Tajwanem i Nepalem. Chiny rozpoczęły tę fazę z zadyszką w meczach z Filipinami i Syrią, przez co musiały do samego końca wygrywać wszystkie mecze bez żadnej wpadki. Tak się stało i z drugiego miejsca awansowały do kolejnej rundy. Bilans bramek? 30:3. Nie jest więc źle.

Za gole dla chińskiej reprezentacji odpowiada przede wszystkim Wu Lei, który znów zaczął grać w LaLidze po tym, jak jego Espanyol po roku przerwy wrócił do elity. Wychowanek Shanghai Port strzelił do tej pory w eliminacjach osiem goli w ośmiu meczach. Australia nie ma jednego goleadora i ciężar zdobywania bramek spada na barki większej liczby graczy. Jamie McLaren i Harry Souttar mają do tej pory po pięć trafień (tyle co Yang Xu), a Matthew Leckie cztery (tyle co Ai Kesen).

Australia jest oczywiście faworytem tego meczu, ale światełkiem w tunelu dla reprezentacji Smoków jest wzrastająca forma. Po wpadkach z Syrią i Filipinami zanotowali oni pięć kolejnych zwycięstw, rewanżując się także tym drużynom wygrywając z nimi odpowiednio 3:1 i 2:0. Li Tie ma komfort pracy, ponieważ niedawno przedłużono z nim kontrakt do 2026 roku. Do tej pory musiał on pracować z presją tego, że jego dotychczasowa umowa wygasała po eliminacjach do turnieju w Katarze.

Spotkanie będzie rozgrywane na neutralnym stadionie w katarskiej Dosze. Gospodarzem tego meczu jest w teorii Australia, ale ze względu na restrykcje i obowiązkową kwarantannę dla piłkarzy spotkanie zostało przeniesione. Z tego powodu Kangury straciły atut własnego boiska i doping swoich fanów, a to może pomóc Chińczykom. Oczywiście pięć dni później taki sam los spotka Smoki w meczu z Japonią, ponieważ to spotkanie również będzie rozgrywane w Dosze. Ale tym Li Tie i jego zawodnicy będą martwić się później. Na razie cel jest jeden – zagrać dobrze z Australią i wykonać pierwszy krok w drodze po odległy cel. Nie będzie to proste, ale futbol to futbol i nie moglibyśmy nazywać się kibicami, gdybyśmy w ich nie wierzyli.

3 runda eliminacji mistrzostw świata, strefa AFC

Australia – Chiny

2.09, 20:00, Stadion Khalifa International Stadium, Doha, Katar