Czołówka rozwiała marzenia. Przed Chinami długa droga

Jeszcze kilka godzin przed meczem Chin z Australią dowiedzieliśmy się, że Oman wygrał z Japonią i uwierzyliśmy, że Smoki również mogą sprawić niespodziankę w starciu z Kangurami. Nic bardziej mylnego. Trzy gongi i do domu. A na spotkanie z Samurajami aż przykro było patrzeć. Taki jest smutny obraz kadry Li Tie.

Maleńki entuzjazm

Od samego początku eliminacji wiedzieliśmy, że reprezentacja Chin nie jest jeszcze na poziomie najsilniejszych kadr na kontynencie. Już Puchar Azji w 2019 roku dobitnie pokazał, jak wiele brakuje jej, żeby móc stawiać czoła lokalnym hegemonom. Czy zmieniło się coś od tamtego czasu?

Po pierwsze, jest nowy trener. Po tym jak klęskę (bo tak trzeba to nazywać) odniósł słynny Marcelo Lippi, chińska federacja postawiła na lokalną gwiazdę Li Tie. Szkoleniowiec dostał jedno zadanie – awansować na mistrzostwa świata. Pod jego wodzą Chińczycy przeszli, choć nie bez kłopotów, drugą fazę eliminacji. Porażka z Syrią była sygnałem alarmowym, ale potem było lepiej. Smoki awansowały do trzeciej rundy z drugiego miejsca, a Li Tie w nagrodę dostał nowy kontrakt do 2026 roku.

Ciut większy entuzjazm

W końcu nadszedł wrzesień i dwa pierwsze mecze trzeciej rundy eliminacji. No cóż, od początku wiedzieliśmy, że o awans będzie bardzo trudno. Australia, Japonia, Arabia Saudyjska, Oman i Wietnam – trzy pierwsze drużyny są od Chin lepsze, a na mundial pojadą tylko dwa zespoły. Światłem w tunelu są baraże dla trzeciej ekipy. Trzeba jednak na nie zasłużyć. Na dzień dobry przeciwnikami zespołu Smoków były dwaj najtrudniejsi rywale – Kangury i Niebiescy Samuraje. Zespoły, które regularnie meldują się na mistrzostwach świata, które wygrywają Puchary Azji, a ich reprezentanci występują w najlepszych ligach na starym kontynencie. Jak przy tym wyglądają Chiny, gdzie jedyny rodzynek Wu Lei ostatni sezon spędził w hiszpańskiej drugiej lidze?

Mimo to wierzyliśmy. Po cichu, ale marzyliśmy, że właśnie ten Wu Lei znajdzie sposób na pokonanie Matthew Ryana. Wyobrażaliśmy sobie, że dzień konia będzie miał Yan Junling, który będzie popisywał się pięknymi paradami. Apetyt podsycił mecz Japonii z Omanem, który wygrał zespół skazywany na pożarcie. To dlaczego nie mogą tego samego dokonać Chińczycy?

Maciek! Wstawaj, ze…

Nie mogli, bo po prostu byli słabsi. Australia okazała się zespołem dojrzalszym, szybszym, bystrzejszym, ambitniejszym. Może pierwsze 23 minuty nie były najgorsze i jeszcze wtedy łudziliśmy się, że będzie można walczyć jak równy z równym. Ale wtedy Kangury w trzy minuty wyprowadzili dwa ciosy, które tak naprawdę już wtedy zakończyły emocje. Mówiłem coś o Yan Junlingu? Przy golu Mabila popełnił bardzo poważny błąd i zamiast ratować okręt o nazwie Chiny, to sam pierwszy zrobił dziurę w jego kadłubie. Czy Smoki mogły odpowiedzieć? No mogły, ale do tego potrzebne są strzały na bramkę. Strzały były, ale tylko poza bramkę. W taki sposób nie da się wygrać z nikim. Kangury pokazały im jak to się robi w 70. minucie, podwyższając prowadzenie na 3:0.

Mecz z Japonią, mimo że przegrany niżej niż z Australią, wyglądał jeszcze gorzej. Samuraje od początku przejęli inicjatywę, spychając Chińczyków do rozpaczliwej obrony. My mamy cudowną obronę Jasnej Góry, a Chiny mają… nieważne, bo twierdza padła w 40. minucie. Smocza armia nie przeprowadziła szarży i nie postawiła się rywalowi. Bezjajeczna drużyna Li Tie przegrała drugi mecz z rzędu. Bo można przegrywać grając ambitnie i walcząc do końca, zostawiając po tym dobre wrażenia. Tutaj takiego nie było.

Perspektywy

Czy Piłkarskie Państwo Środka dalej wierzy w awans? Co by dużo nie mówić, przegrane z Australią i Japonią były wkalkulowane w koszty. Tak jak wspomnieliśmy wcześniej, nadzieją dla Chin są baraże dla drużyny, która zajmie trzecie miejsce. Arabia Saudyjska co prawda rozpoczęła eliminacje lepiej, ale miała też łatwiejszych przeciwników (Oman i Wietnam). Drużyna Li Tie nie ma jednak już marginesu błędu. Nawet Oman ma trzy punkty, ponieważ heroicznie wygrał z Samurajami. Chińczycy po dwóch meczach mają zero oczek i bilans bramek 0:4. No ludzie kochani, nie wygląda to dobrze.

Kolejne mecze odbędą się w październiku. Chiny najpierw zmierzą się z Wietnamem, a potem z Omanem. 6 punktów to absolutne minimum, do których trzeba dorzucić też dobrą zaliczkę bramkową. Panowie, zróbcie to. Prosi was o to dwóch świrusów z Polski, którzy jakiś cudem postanowili wam kibicować. Nie zepsujcie tego.