Cześć Chiny

Zakazane Miasto? Wielki Mur? Terakotowa Armia? Odpowiedź jest tylko jedna – CHINY. Chiny to trzeci kraj na świecie pod względem zajmowanej powierzchni i pierwszy pod względem liczby mieszkańców. Jeden kraj, a znacznie więcej niż dwa oblicza. Rozległość terenu sprawia, że  poszczególne części różnią się od siebie diametralnie. Ogromna powierzchnia sprawia też, że kraj znajduje się w zasięgu aż trzech stref klimatycznych: zwrotnikowej, podzwrotnikowej i umiarkowanej. Autorką tego tekstu, który ukazał się w “Futbolu za Wielkim Murem”, jest Natalia Cofalska, prowadząca na co dzień facebookowy profil Ni Hao China

 Jak Chiny prezentują się obecnie? To przede wszystkim ogromne korporacje i nowoczesne technologie. Mieliście okazję odwiedzić Chiny? Jeśli tak, to z pewnością dostrzegliście znaczące różnice technologiczne w porównaniu z krajami europejskimi głównie w kwestiach płatności. Chiny rosną w siłę w ogromnym tempie i z wprowadzeniem do Europy wielu innowacyjnych rozwiązań trzeba będzie pewnie jeszcze długo poczekać. Jak to wygląda tutaj? Czy gotówka naprawdę odchodzi w zapomnienie? Z roku na rok Chińczycy coraz rzadziej korzystają z gotówki, a coraz częściej stanowi to tutaj problem. Uliczna knajpka, ryneczek, streetfood? Nie ważne dokąd pójdziecie – wszędzie napotkacie porozwieszane QR kody. Ba! Nawet biedny Chińczyk na ulicy proszący o wsparcie finansowe wyciągnie swoją plakietkę z kodem i żadne wymówki typu “nie mam gotówki” już nie zadziałają.

Płatności mobile bezapelacyjnie górują i stanowią chińską codzienność, a telefonami można płacić dosłownie wszędzie – daje to naprawdę dużą swobodę. W końcu wychodząc z domu nie trzeba brać ze sobą nawet portfela – wystarczy telefon i sprawa załatwiona. Według danych z 2018 roku aż 86% Chińczyków używa telefonów do wykonywania płatności. Nic w tym dziwnego, w końcu telefony towarzyszą nam niemal cały czas, więc chińskie platformy wyszły naprzeciw nowym trendom. W 2009 roku stworzono aplikację ALIPAY, a cztery lata później to WECHAT stał się komunikatorem internetowym “od wszystkiego” i zaczął pełnić funkcję wirtualnego portfela. Nawet tradycyjne przelewy do znajomych można wykonywać od ręki za pomocą jednego kliknięcia – wystarczy wpisać dokładną kwotę, a następnie potwierdzić transakcję PINem. Poza tym macie opcję wysłania prezentu w postaci gotówki za pomocą “czerwonej koperty” dołączając pozdrowienia i życzenia. Przez aplikację można też zrobić zakupy, zamówić taksówkę, kupić bilety na samolot i pociąg, zarezerwować miejsce w kinie lub pokój w hotelu, zamówić jedzenie i wiele, wiele innych. 

Państwo Środka naprawdę coraz szybciej rozwija się w zakresie zaawansowanych technologii, a pewnie już niebawem płatności będzie można wykonywać “twarzą”, bowiem płatności z zastosowaniem systemu rozpoznawania twarzy za kilka lat wejdą tutaj w życie. A co z tradycją? Chiny to również starożytne zwyczaje, historia i kultura sięgająca tysięcy lat wstecz. Święto Wiosny, czyli (Chūnjié) to najważniejsze święto w kalendarzu chińskim, które przypadło w tym roku na sobotę 25-go stycznia. Chińczycy wierzą także w siłę horoskopu, który opiera się na 12. znakach odpowiadających zwierzętom: owcy, małpie, kogutowi, psu, świni, szczurowi, bawołowi, tygrysowi, królikowi, smokowi, wężowi i koniowi. Każdy rok otrzymuje innego patrona. 2019 rok był rokiem świni, natomiast rok 2020 jest rokiem szczura. Są tutaj urodzeni w latach 1936, 1948, 1960, 1972, 1984, 1996, 2008, 2020? To Wasz rok, więc szczęście powinno Wam szczególnie sprzyjać!

Jakie cechy posiada szczur? Szczur jest pierwszym znakiem zodiaku w cyklu chińskiej astrologii. Oznacza to zdolności przywódcze! Taka osoba bez problemu i większego wysiłku przejmuje inicjatywę w swoim otoczeniu i nie obawia się brać na swe barki odpowiedzialności za działania swoje i innych. Szczur jest pracowity, zdeterminowany do działania i często demonstruje swoją silną wolę i zdecydowanie budzi zaufanie innych. 

Kultura chińska? Jedzenie, które jest dla Chińczyków świętością. Mówi się, że Chińczycy jedzą wszystko, co lata z wyjątkiem samolotu i wszystko, co ma nogi z wyjątkiem stołu. Dawniej zamiast popularnego “Jak się masz?” w Chinach pytano “Czy już jadłeś?”. O wyjściu z domu bez śniadania nie ma tutaj mowy. I wiecie co? Miałam wrażenie, że Chińczycy nie spędzają ani chwili na przygotowanie ich w domach, a ten posiłek spożywają głównie poza nim – kupują je przeważnie świeżo robione od ulicznych sprzedawców lub w szkolnej stołówce. Ceny takich śniadań są naprawdę bardzo niskie. Jak wyglądają jednak chińskie śniadania? Siedząc na stołówce często zerkałam na posiłki spożywane przez Chińczyków. Wnioski? Sycąco i koniecznie na ciepło. Na plastikowych tackach królowały różnego rodzaju kluski, zupy, produkty mączne, tofu. Kawy lub herbata? Nic z tych rzeczy. W zamian do picia będzie mleko sojowe…

Parki już od samego rana tętnią życiem i spotkacie tutaj radosnych i uśmiechniętych ludzi – w szczególności seniorów! Tutaj wiek nie gra zupełnie żadnej roli jeśli chodzi o zabawę i aktywność fizyczną – myślę, że starsza grupa społeczeństwa mogłaby pod tym względem śmiało konkurować z nastolatkami. Ludzie podzieleni są na grupki – każdej sprawia przyjemność zupełnie coś innego. Panie szczególnie upodobały sobie głośne śpiewanie, uprawianie tai-chi ( 太极拳-tàijíquán), a nawet żywiołowe “tańce hulańce” i to całkiem dosłownie – to trzeba naprawdę zobaczyć na własne oczy. Panowie z kolei spędzają czas mniej lub bardziej aktywnie. Jedni grają w karty albo w madżonga (麻将-májiàng), czyli tradycyjną chińską grę. Inni grają w coś na kształt mini golfa albo ćwiczą siłowo “pod chmurką”.

Czy kiedykolwiek obiło Wam się o uszy słowo “hutong”? Pewnie dla osób, które odwiedziły Pekin brzmi to całkiem znajomo, ale przed przyjazdem do stolicy nie zawsze wydaje się ono tak oczywiste. Gdy ktoś w Pekinie mnie odwiedzał, to często mimochodem proponowałam wizytę w hutongach, a wtedy słyszałam coś w stylu: “huto co”? Jednoznaczna definicja jest chyba dość trudna do stworzenia, ale ja nazwałabym to chyba wąskim, małym labiryntem lub alejką z tradycyjnymi chińskimi zabudowaniami. Domki tutaj są ciasne i często zaniedbane, a czystość w nich też pozostawia wiele do życzenia. Jeśli zerkniecie na malutkie podwórko (coś jak dziedziniec), to możecie się troszkę zdziwić. Dlaczego? Niektóre z nich przypominają nawet złomowiska, a znajdzie się tam chyba wszystko. Jeśli tam nie ma wystarczająco miejsca, to mieszkańcy wystawiają przeróżne rzeczy na zewnątrz, co sprawia wrażenie lekkiego bałaganu. Niektórymi hutongami aż strach iść, bo ma się poczucie, że coś zaraz spadnie na głowę lub o coś się człowiek potknie. Ale spokojnie, są też ładniejsze i bardziej zadbane hutongi, chociaż te biedniejsze zdecydowanie bardziej zapadają w pamięć. Atmosfera tych domków jest jednak urocza! Ma się wrażenie jakby czas tutaj się zatrzymał, albo płynął kilka razy wolniej. Mieszkańcy spędzają naprawdę mnóstwo czasu z sąsiadami, rozmawiają, śmieją się i widać, że są bardzo szczęśliwi. Co jakiś czas ujrzycie starszą panią przejeżdżającą rowerem, biegnącego psa lub bawiące się dziecko. Stan ulic, na których znajdują się hutongi też jest mocno zróżnicowany – jedne są w lepszym, inne w gorszym stanie, niektóre są zagospodarowane i znajdziecie tam sklepiki, punkty usługowe, hostele, a nawet restauracje. W tych małych knajpkach znajdziecie menu nie tylko z podanymi cenami (to chyba oczywiste), a czasem nawet zdjęciami potraw, więc nie musicie się aż tak bardzo martwić, że zginiecie w lawinie chińskich znaczków i kupicie kota w worku.

A jak to jest z toaletą i ogrzewaniem w takim miejscu? Sprawa wygląda tak, że co jakiś czas spotykamy publiczną toaletę – mieszkańcy nie zawsze mają toalety w domu i korzystają z tych publicznych, w których czasami nie ma kabin. Jeśli chodzi o ogrzewanie, to często zamiast niego jest po prostu przenośny grzejnik. Pewnie domyślacie sie, że zimą może być tutaj dosyć ciężko, bo drzwi są cienkie, a okna są stare i raczej mało szczelne, więc zapewne często powiewa tutaj chłodem. Mimo tego wydaje się, że hutongi zaczęły przeżywać swoją drugą młodość i stały się całkiem ciekawym miejscem na odwiedziny. Według mnie warto wybrać się przynajmniej na chwilkę na spacer po hutongach, aby odseparować się od pekińskiego zgiełku i hałasu. Europejczyk w hutongach? A to dopiero! Dla mieszkańców Chin zagraniczny turysta bywa nie lada atrakcją, czasami większą nawet niż same zabytki. Czy kiedykolwiek ktoś z Was chciał poczuć się jak największa gwiazda filmowa? Jeśli tak, to wpadajcie do Chin! 

Przyjeżdżając do Chin trzeba przyzwyczaić się do tego, że Chińczycy traktują Europejczyków jako dodatkową “atrakcję” i przyglądają się z zaciekawieniem, bardziej lub mniej natrętnie. Na początku wydawało mi się, że w tak wielkiej metropolii jaką jest Pekin “białych” będzie można spotkać niemal wszędzie i nikogo to już tutaj nie zdziwi. Tymczasem Europejczyków jest tutaj naprawdę jak na lekarstwo, dlatego śmiało mogę Wam powiedzieć, że momentami czułam się jak celebrytka. Przybliżę Wam kilka sytuacji i reakcji Chińczyków, z którymi się tutaj spotkałam. Chińczycy uwielbiają robić zdjęcia i wiadomo o tym nie od dziś – nie są skrępowani chyba w żadnej sytuacji. Czają się niczym paparazzi i robią zdjęcia zza krzaków – to przydarzyło się akurat mojemu koledze. Chińczycy wcale nie czują oporu, aby nagle ustawić aparat niemal przed nosem i pstryknąć szybka fotkę. Powiem Wam, że absolutnie się z tym nie ukrywają! Czasami potrafią mnie nieźle zaskoczyć, gdy ni stąd ni zowąd widzę przed moją twarzą telefon komórkowy. Ale czy komuś przeszkadza telefon w odległości mniej niż jednego metra? Cóż…Nie sposób zwiedzić cały kraj w dwa tygodnie, miesiąc czy pół roku. Chiny zdają się mieć ciągle coś do odkrycia, a każda podróż w głąb kraju to nowe doświadczenia i pozorne przemierzanie i odkrywanie “nowych” lądów. Cóż, pozostaje nam zaprosić Was do Państwa Środka, aby poznać futbolowy, chiński świat od “środka”.