Chińskie kluby smażą kalmara

Na świecie furorę robi ostatnio serial “Squid game”, czyli “Gra kalmara”. W języku chińskim jest ciekawy idiom związany z tym zwierzęciem. 炒鱿鱼 (dosł. “smażyć kalmara”) oznacza “zostać wyrzuconym z pracy”. Zwijanie się kalmarów podczas smażenia przypomina Chińczykom zabieranie swoich rzeczy z biurka po zwolnieniu. I tak jak zwijają się kalmary, tak interes zwijają też kolejne chińskie kluby piłkarskie.

Poranna rutyna admina Piłkarskiego Państwa Środka:

  1. Otwiera oczy i idzie do łazienki
  2. Przygotowuje sobie śniadanie i parzy herbatę
  3. Odblokowuje telefon i wchodzi na Weibo
  4. Czyta o problemach finansowych kolejnych chińskich klubów
  5. Ze spokojem przechodzi do kolejnych czynności

I to tak dzień w dzień. Nie wierzycie? W ciągu ostatnich czterech lat z piłkarskiej mapy Chin zniknęło ponad 30 zawodowych klubów. Ktoś powie, że 中国很大 (Chiny są wielkie) i pewnie takich drużyn są tysiące. Pudło! W Państwie Środka są tylko trzy zawodowe ligi, w których obecnie grają 54 zespoły. W ciągu czterech lat upadła zatem więcej niż połowa aktualnej stawki. Przecież to się nie mieści w głowie. Według ostatniego raportu, jedynie trzy z 16 klubów CSL wypłacają pensje na czas. Ponury Żniwiarz nie uciął sobie drzemki, dalej puka do drzwi kolejnych zespołów.

Już od wielu tygodni trwa saga pt. “Upadek Guangzhou FC”. Wszystko spowodowane jest potężnymi długami większościowego współwłaściciela klubu Evergrande Real Estate Group, któremu grozi bankructwo. Klub, który przez ostatnią dekadę był hegemonem na chińskiej ziemi, rozpada się. Z zespołem w ostatnich kilku miesiącach pożegnali się najwięksi gwiazdorzy Paulinho i Talisca, kontrakt rozwiązał trener Fabio Cannavaro, a w ostatnich dniach zaczęli uciekać naturalizowani reprezentanci Chin z Gao Late na czele.

Evergrande cały czas wisi na włosku, a ostatnie, o czym myślą teraz władze tego potężnego dewelopera, jest piłka nożna. Dlatego nie można niestety wykluczyć scenariusza, że również Guangzhou FC w niedalekiej przyszłości będzie zmuszone do smażenia kalmara.

Spore problemy ma też Hebei FC. 26 października klub wydał oświadczenie, że zawiesza swoją działalność do czasu znalezienia nowego inwestora. Założony w 2010 roku zespół od 2015 roku jest własnością firmy deweloperskiej China Fortune Land Development. Przez kilka lat przewinęły się tam takie gwiazdy, jak Gervinho, Ezequiel Lavezzi i Javier Mascherano. Obecna sytuacja jest poważna, ponieważ mistrz Chin z 2020 roku Jiangsu Suning również szukało nowego inwestora, taki się jednak nie znalazł, przez co klub musiał zostać zlikwidowany. W obliczu problemów Hebei nie dziwi fakt, że w trakcie sezonu największa gwiazda zespołu Marcão postanowiła przenieść się do drugoligowego Wuhan Three Towns.

Wkroczyliśmy w listopad i pierwszym klubem z poważnymi kłopotami okazał się drugoligowe Guizhou FC. Lokalne media donosiły, że właścicielka drużyny Madame Wen (Wen Xiaoting) zalega z wypłatami dla piłkarzy i członków sztabu szkoleniowego na kwotę około 30 milionów dolarów. Zawodnicy zaczęli w końcu strajkować i odmawiać treningów i gry, a FIFA nałożyła na klub embargo transferowe. Klub wciąż ma zalegać nawet trenerowi Gregorio Manzano, który odszedł z drużyny w lipcu 2018 roku. Dwa dni temu piłkarze wrócili do pracy, w centrum treningowym pojawiła się Madame Wen, która powiedziała dziennikarzom, że klub nie zalega z wypłatami, po prostu czasem pieniądze nie trafiają do zawodników na czas ze względu problemy firmy deweloperskiej Hengfeng Zicheng. Ciężko w to jednak uwierzyć.

Jak zostało wspomniane na początku, trzy kluby CSL nie zalegają z wypłatami swoim zawodnikom. Są to Shanghai Port, Shandong Taishan i Shenzhen FC. Żeby nie było zbyt kolorowo, coraz w tym tygodniu media zaczęły donosić o problemach właściciela tego trzeciego zespołu. Kaisa to kolejny deweloper, któremu grozi bankructwo. W piątek wstrzymano w Hongkongu handel akcjami tej firmy. Deweloper z Shenzhen poinformował, że z powodu problemów na rynku nieruchomości i obniżek ratingów przez agencje, stoi w obliczu kryzysu finansowego i nie może brać kolejnych pożyczek.

I wreszcie dochodzimy do dnia dzisiejszego (13.11), kiedy to pojawiły medialne doniesienia o odwołaniu obozu treningowego Chongqing Liangjiang z powodu problemów finansowych. Można powiedzieć “Here we go again”, ponieważ w zeszłym roku klub również został zmuszony do tego ruchu, a Adrian Mierzejewski i Alan Kardec trenowali na własną rękę. Już w 2019 roku Chongqing miało kłopoty z pieniędzmi, co doprowadziło do odejścia trenera Jordiego Cruyffa. Przed początkiem sezonu 2021 klub został uratowany przez lokalne instytucje, które pomogły spłacić długi i wypłacić zaległe pensje piłkarzom. Jak długo ma jednak trwać taka sytuacja? Być może jesteśmy świadkami upadku kolejnego zespołu.

Trudno się dziwić takim historiom. CFA, świadoma problemów finansowych klubów, zatrzymała na trzy miesiące ligę, bo w tym czasie reprezentacja Chin walczy o awans na mistrzostwa świata. Ta bezsensowna decyzja odebrała klubom kolejne źródło dochodów w postaci biletów czy pieniędzy z transmisji telewizyjnych. Zamiast tego zespoły nie robią nic (choć niektóre trenują) i muszą płacić pensje swoim zawodnikom. Deweloperzy mają problemy, CFA sabotuje ligę dla reprezentacji (która remisując z Omanem tak naprawdę wykluczyła się z walki o awans), a biedni admini Piłkarskiego Państwa Środka już nie mogą doczekać, by wstać jutro i przeczytać o kryzysie kolejnego zespołu. Kalmary aż skwierczą na tłuszczu.