Chińskie inwestycje w europejskim futbolu

Gdybyśmy zrobili sondę wśród ludzi i spytali Polaków „Z czym kojarzą się panu/pani Chiny?”, odpowiedzi byłyby różne. Państwo Środka to dla nas wazy z dynastii Ming, koronawirus, bary z orientalnym jedzeniem na osiedlu, tandetne zabawki, komunizm i filmy z Jackie Chanem. Fani innowacji mogliby wskazać nowoczesne technologie, wielkie projekty i futurystyczne wizje świata. Ja mam inne skojarzenie – dla mnie Chiny to bogacze, którzy kochają futbol. Niniejszy tekst pojawił się w przewodniku “Futbol za Wielkim Murem”.

Według raportu szwajcarskiego banku UBS, w 2018 roku co dwa tygodnie w Chinach pojawiał się nowy miliarder. Jeszcze 12 lat temu mieszkało tam zaledwie 12 takich bogaczy, obecnie jest ich ponad 370, co stanowi prawie 1/5 liczby wszystkich miliarderów na świecie. Co robić z tak dużą ilością pieniędzy? Można inwestować w piłkę nożną. Europejski futbol swój obecny wygląd w dużej mierze zawdzięcza Chińczykom. Według UEFA, ponad 70% wszystkich zagranicznych przejęć w 15 najlepszych ligach od 2016 roku było dziełem inwestorów z Państwa Środka. Z kolei w latach 2015-2017 Chińczycy wpompowali 1,9 miliarda funtów w piłkę nożną poza granicami swojego kraju. Te liczby robią wrażenie.

Welcome to UK

Najlepszym przykładem wpływu chińskich pieniędzy jest angielska Premier League. Obecnie dwa kluby są własnością potentatów z Państwa Środka: Southampton FC i Wolverhampton Wanderers. W 2017 roku miliarder Gao Jisheng kupił 80% udziałów „Świętych” za 210 milionów funtów. Właściciel grupy Lander Sports (majątek wyceniany na 3,1 miliarda funtów) prowadzi przemyślaną politykę finansową. Nie pompuje ogromnych pieniędzy w klub, jedynie wspiera go na tyle, żeby mógł sam na siebie zarabiać. Z kolei Wolverhampton w 2016 roku został kupiony za 45 milinów funtów przez spółkę Fosun International. Nowym prezesem klubu został właściciel firmy, Guo Guangchang. W ciągu 3,5 roku wydał na transfery około 255 milionów funtów, a jego zespół w tym czasie awansował do Premier League i w sezonie 2018/2019 zajął siódme miejsce. Stara się promować swoich rodaków, czego dowodem jest kupienie Yang Mingyanga, Hong Wana i TsunDaia, jednak żaden z nich nie miał nawet szans zadebiutować w pierwszej drużynie, ponieważ nie mają wystarczających umiejętności nawet na regularne występy w zespole U-23. Do niedawna również Aston Villa była po części własnością dra Tony’ego Xia, który jednak w sierpniu zeszłego roku odsprzedał swoje pakiety mniejszościowe. 

Aż 8 z 20 klubów Premier League na swoich koszulkach prezentuje loga firm, którymi właścicielami lub współudziałowcami są Chińczycy. Zdecydowana większość to internetowe serwisy hazardowo-bukmacherskie z siedzibą na Filipinach, jednak duża część ich kapitału jest pochodzenia chińskiego. Trykoty z nazwami tych firm noszą piłkarze Aston Villi (W88), Bournemouth (Mansion88), Burnley (LoveBet), CrystalPalace (ManBetX), Newcastle United (Fun88) i Wolverhampton (ManBetX). Już samo powtarzanie się liczby 88 (cyfra 8 jest w Chinach szczęśliwa), może świadczyć o powiązaniu z kulturą Państwa Środka. Tottenham od kilku sezonów ma podpisaną umowę z AIA, założoną w 1919 roku w Szanghaju jedną z największych firm ubezpieczeniowych w Azji. Jest jeszcze Southampton FC, którego zawodnicy grają w koszulkach z logiem LD Sports, którego właścicielem jest chiński biznesmen z amerykańskim paszportem, Daniel Knox. Licząc sponsorów Arsenalu (FlyEmirates z ZEA), Chelsea (Yokohama Tyres z Japonii), Leicester (King Power z Tajlandii), Manchesteru City (Etihad Airways z ZEA) i Norwich (Dafabet z Filipin), aż 13 drużyn w sezonie 2019/20 pieniądze za udostępnienie miejsca na koszulkach otrzymuje od Azjatów.

Chińskie wpływy w Anglii nie kończą się na Premier League. Drugoligowy Birmingham od 2007 roku jest w rękach biznesmenów z Państwa Środka. Na początku w klub zainwestował Carson Yeung, który jednak został skazany za pranie brudnych pieniędzy. Od 2016 roku właścicielem Birmingham jest Trilion Trophy Asia Ltd. Głównym jej udziałowcem jest 57-letni Paul Suen, chiński inwestor, którego majątek jest szacowany na 420 milionów funtów. W 2017 roku zmienił nazwę swojej spółki na Birmingham Sports Holdings. Chińczycy są także w posiadaniu jeszcze trzech klubów Championship: Reading FC jest w rękach rodzeństwa Dai (z Renhe Comercial Holdings Company Limited, do nich należy również zespół Beijing Renhe), West Bromwich Albion należy do Lai Guochana, a Wigan Athletic w 2018 roku został kupiony przez ChoiChouFaia z hongkońskiej International Entertainment Corporation. Z kolei w klubie Barnsley FC mniejszościowymi udziałowcami są Grace Hung i Chien Lee. 

Viva España

Przenieśmy się do Hiszpanii, gdzie wpływy chińskie są równie widoczne. Szczególnie widać to w Espanyolu Barcelona. Kataloński klub od 2016 roku jest w rękach Rastar Group (firma produkująca zabawkowe samochody), której właścicielem jest miliarder Chen Yansheng. 49-latek na swojej prezentacji powiedział, że jest kibicem Papużek od 20 lat i jego celem jest awans klubu do rozgrywek Ligi Mistrzów. Na razie wykonuje swój plan krok po kroku, ponieważ w tym sezonie Espanyol po raz pierwszy od 10 lat gra w Lidze Europy. W ataku zespołu z RCDE Stadium występuje Wu Lei, największa gwiazda chińskiego futbolu. Niewykluczone, że w przyszłości Chen Yansheng nie sprowadzi kolejnych rodaków do klubu. Na razie jednak wzmacnia kadrę, pobijając rekordy transferowe Espanyolu. W styczniu do drużyny za 20 milionów funtów dołączył Raul De Tomas. 

Beniaminek obecnego sezonu LaLigi Granada w 2016 roku został kupiona za 33 miliony funtów przez miliardera Jiang Lizhanga. Biznesmen jest jednym z najaktywniejszych Chińczyków na rynku sportowym, oprócz bycia prezydentem Granady, jest on także większościowym udziałowcem we włoskiej Parmie (60%) oraz rodzimym Chongqing Dangdai (90%), za 40 milionów funtów kupił także 5% akcji występującej w NBA Minnesoty Timberwolves. W grudniu mówiło się, że do hiszpańskiej drużyny dołączy skrzydłowy Guangzhou Evergrande, Wei Shihao. Niestety, firma Jiang Lizhanga ma problemy finansowe, które odbijają się na jego klubach.

Przy okazji LaLigi nie można zapomnieć o Atletico Madryt. W 2016 roku Wanda Group za niecałe 40 milionów funtów kupiła 20% akcji hiszpańskiego klubu. Wanda to wielobranżowa firma z siedzibą w chińskim mieście Dalian, która jest wyceniana na 28 miliardów euro. Zatrudnia obecnie 130 tysięcy osób. W Madrycie Wanda dała nazwę nowemu stadionowi Atletico. Do niedawna firma finansowała również klub Dalian Yifang, dzięki czemu do Chin trafiły dwie gwiazdy Rojiblancos: Yannick Carrasco i Nico Gaitan. Obecnie jednak przez konflikt wewnątrz klubu z prowincji Liaoning firma przestała inwestować w zespół w ten sposób, co przez ostatnie dwa lata.

Grande Italia

Największym klubem, który jest obecnie w posiadaniu Chińczyków, jest Inter Mediolan. Właścicielem zespołu jest konsorcjum Suning Group, które oczywiście posiada także występujące w CSL Jiangsu Suning. W czerwcu 2016 roku prowadzona przez Zhang Jindonga spółka kupiła 70% akcji Interu za około 447 milionów funtów. Chiński biznesmen, którego majątek wyceniany jest na 3 miliardy funtów, został prezydentem klubu. Suning Group to firma założona w 1996 roku i swoją działalność koncentruje w dziedzinie elektroniki (20% rynku w Chinach). Firma zatrudnia 13 tysięcy pracowników i ma 1600 sklepów w ponad 700 miastach z Chin i Japonii o łącznej wartości 12,6 miliarda funtów. Domena suning.com została założona w 2009 roku i szybko stała się jedną z najbardziej popularnych w Chinach. Latem 2015 roku, inny chiński gigant, Alibaba zakupiła 19,99% udziałów Suning Group za 3,61 miliarda funtów. Inter jest w tak dobrej sytuacji finansowej, że może pozwolić sobie na kupno choćby Romelu Lukaku za 68 milionów funtów, nie obawiając się złamania FFP.

Znacznie gorsze wspomnienia z Chińczykami mają kibice drugiego wielkiego klubu z Mediolanu. W sierpniu 2016 roku tajemniczy biznesmen Li Yonghong w imieniu firmy Sino-Europe Sports podpisał umowę, według której miał kupić słynny AC Milan za zawrotną kwotę 630 milionów funtów. Na początku przelał na konto kwotę 85 milionów funtów, a całość miał zapłacić do końca 2016 roku. Już wtedy pojawiały się niepokojące sygnały, że tak naprawdę nic nie wiadomo o miliarderze, nie jest nawet potwierdzone, że ma majątek wystarczający na kupno Rossonierich. Jak się okazało, wątpliwości nie okazały się bezpodstawne. Sino-Europe Sports w grudniu 2016 roku wpłaciło tylko kolejne  85 milionów funtów. Wtedy na światło dzienne wyszedł fakt, że firma musiała pożyczyć te pieniądze od kolejnej nieznanej spółki Willy Shine International Holding Limited. Została ustalona nowa data przelania całości kwoty – koniec marca 2017 roku. Sino-Europe Sports nie znalazła środków na dokończenie transakcji, dlatego Milan został kupiony przez Rossoneri Sport Investment Luxemburg… także należące do Li Yonghonga. Sprawa była tak zawiła, że duża część kibiców ekipy z Mediolanu zaczęła poważnie martwić się o los klubu. Mimo wszystko, Li w kwietniu 2017 roku objął stanowisko prezydenta Milanu. Po pewnym czasie wyszło,że nowy właściciel nie ma obiecanych 51 milionów funtów, które miał wpłacić na konto klubu. Co więcej, według raportu dziennikarzy „The New York Times”, biznesmen w ogóle nie był znany w swoim kraju i na pewno nie był „królem kopalń”, jak przedstawił się Włochom podczas negocjacji w sprawie przejęcia Milanu. Jak można sobie wyobrazić, sytuacja finansowa klubu nie poprawiała się, a UEFA zaczęła grozić sankcjami za złamanie Finansowego Fair-Play. Ostatecznie w czerwcu zeszłego roku amerykański fundusz hedgingowy Elliott Management przejął długi i aktywa Li Yonghonga, jednocześnie stając się nowym właścicielem Milanu, kończąc ten chaotyczny okres.

Oprócz klubów z Mediolanu, także wspomniana wyżej Parma znalazła się w rękach Jiang Lizhanga, który w 2017 roku kupił pakiet 60% akcji. Za jego kadencji zasłużony zespół wrócił do włoskiej elity i zdołał utrzymać się w pierwszym sezonie po awansie do Serie A.

Reszta świata

We Francji obecnie jeden klub Ligue 1 ma po części chiński kapitał. Chodzi o Olympique Lyon, który w 2016 roku sprzedał 20% akcji firmie IDG Ventures za 85 milionów funtów. Do niedawna również OGC Nice było współfinansowane przez Chiena Lee i Alexa Zhanga, jednak niedawno klub został kupiony przez Anglika Jima Ratcliffe’a. Z kolei w Ligue 2 jest jeden zespół w pełni należący do inwestora z Państwa Środka. AJ Auxerre od 2016 roku jest własnością miliardera Jamesa Zhou. Biznesmen stara się promować swoich rodaków, dlatego w kadrze znajduje się Ji Xiaoxuan, a Auxerre otworzyło szkółkę w chińskim mieście Bengbu.  Właścicielem Sochaux do kwietnia zeszłego roku był Wing Sang Li, który jednak zbankrutował i musiał zrezygnować z inwestycji we Francji. 

Nie sposób nie wspomnieć również o Slavii Praga. W 2015 roku czeski klub został kupiony przez CEFC China Energy. Sceptyczni kibice wieścili upadek drużyny, jednak dzięki kapitałowi z Pekinu Slavia zdobyła pierwsze od 10 lat mistrzostwo kraju. Półtora roku temu zmienił się właściciel drużyny, obecnie są nimi Sinobo Group i CITIC Group – te same firmy, do których należy również Beijing Guo’an. W tym sezonie Czesi zagrali w Lidze Mistrzów, a za rywali mieli Barcelonę, Inter i Borussię Dortmund. Slavia zremisowała z drużynami z Hiszpanii i Włoch. W międzyczasie klub z Pragi przeprowadził nieosiągalne dla polskiej ligi transfery: Nikolae Stanciu przyszedł za 3,5 miliona funtów z Al-Ahli, a Peter Olayinka za 2,8 miliona funtów z KAA Gent.